Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Terror Mayowy

Fot. Carl Court / Getty Images

Radosław Zapałowski, Dodano: 02.06.2017

Zawieszenie kampanii wyborczej po zamachu w Manchesterze było zrozumiałe. Mobilizacja wojska i postawienie żołnierzy na ulicach to już jednak przesada. Armia nie zatrzyma terroryzmu. Kreuje za to niepokój.

Tragiczne wydarzenia w Manchesterze mają poważne polityczne skutki. Inaczej niż w przypadku innych zamachów czy ataków na terenie Wielkiej Brytanii tym razem reakcja polityczna brytyjskich władz jest radykalna. I może budzić wątpliwości. Ponad trzy tysiące żołnierzy na brytyjskich ulicach to szok dla systemu. Inne kraje przyzwyczajone są do tego, że wojsko ochrania miejsca reprezentacyjne, parlament, stacje kolejowe, duże wydarzenia, ale w Wielkiej Brytanii to nowość. To w końcu kraj, który jest dumny z tego, że większość policjantów na ulicach nie nosi broni. I chociaż armia wyszła z koszarów w czasie olimpiady w 2012 roku, żeby wypełnić lukę po kompromitacji jednej z firm ochroniarskich, co spotkało się ze społecznym aplauzem, to jednak tym razem może być inaczej. Wówczas inny był kontekst. Armia pojawiła się na londyńskich ulicach, żeby chronić kibiców przed ewentualnym, abstrakcyjnym atakiem. Nie jako odpowiedź państwa po tragicznych wydarzeniach jak teraz. To spora różnica. Dziś wojsko przypomina, że poziom zagrożenia atakiem terrorystycznym został podniesiony do stanu krytycznego. Pierwszy raz od dekady. Najbardziej istotne jest jednak to, że dzieje się to wszystko w środku kampanii wyborczej. Niezwykle ważnej dla przyszłości kraju. Nadchodzące wybory określą kierunek w którym podąży Wielka Brytania. Nowe władze otrzymają mandat do przekształcenia państwa, podpisania nowych traktatów oraz umów międzynarodowych i co bardzo prawdopodobne rozrysowania nowych granic. A Brytyjczycy decyzje o tym, kto ma podjąć się tego zadania, będą podejmowali w cieniu wojskowych karabinów. Zresztą widok żołnierzy na ulicach w czasie kampanii wyborczej - bez względu na okoliczności - w kraju demokratycznym powinien budzić obawy.

Krwawy poniedziałek

W największym od dziesięciu lat ataku terrorystycznym w Wielkiej Brytanii zginęły 22 osoby, a 59 zostało rannych. O 22:30 podczas koncertu Ariany Grande, amerykańskiej gwiazdy pop, popularnej wśród dzieci i młodzieży, zamachowiec zdetonował bombę wywołując horror, tragedię i chaos. Jak zawsze w takich sytuacjach ludzkie dramaty są trudne do opisania. Kiedy giną niewinni budzi się złość, żal i chęć odwetu. Każda z historii jest wstrząsająca i smutna. Począwszy od polskich rodziców nastolatek, którzy z Yorku pojechali do Manchesteru odebrać swoje pociechy, po brytyjskiego policjanta na co dzień zajmującego się ściganiem terrorystów, którego dziecko zginęło podczas zamachu. Takie historie, zdjęcia uśmiechniętych, pełnych życia dziewczynek i chłopców, którym przyszłość została brutalnie i bez sensu odebrana, budzą silne emocje. Wywołują słuszny społeczny gniew. Jednak prywatne emocje nie powinny przysłaniać ani wpływać na państwowe działania. To trudne do zrozumienia i zaakceptowania w takich chwilach, ale państwo nie może na terroryzm odpowiadać gniewem. Nie dlatego, jak uważają wściekli, antyislamscy, kanapowi komentatorzy w mediach społecznościowych, że jest słabe, bezsilne wobec zagrożeń i żałosne, ale dlatego, że taka reakcja jest przeciwskuteczna. Apele o jedność, człowieczeństwo czy przywiązanie do liberalnych wartości powtarzane przez establishment jak mantra, po takich wydarzeniach mogą nużyć i denerwować, ale mają sens. Terroryzmu nie da się zwalczyć pięścią. Właściwie nie da się go zwalczyć w ogóle. To w końcu przedłużenie polityki. Przy każdym ataku warto przypominać, że celem terrorystów nie jest śmierć ani zniszczenie. To są jedynie środki do celu – zogniskowania uwagi na swojej polityce dzięki masowemu rozgłosowi, który jest nieodłącznym elementem krwawych ataków. Bomby są wypaczoną formą PR. Rozlana krew cywilów szaloną wersją politycznej reklamy. Strach, przerażenie i chaos zdziczałą próbą budowania marki. Niezwykle skuteczną. Samo zabijanie przypadkowych przechodniów dla terrorystów jest bez znaczenia. Liczy się skala reakcji na ich bestialstwa, emocje opinii publicznej i działania elit politycznych. Bez względu na uprawnienia służb specjalnych, środki finansowe, narzędzia do inwigilacji, nadzór i morderczą pracę policji czy analityków, liczbę żołnierzy, militarny arsenał i potencjał siatki wywiadowczej, zdeterminowani terroryści będą w stanie nas zaatakować. Polityka terroru jest stara jak świat i towarzyszy większości konfliktów. Bo jeśli cel jest polityczny i pojawia się silna wola jego realizacji, znajdzie się też metoda i ochotnicy. Co istotne terroryzm bez medialnego rozgłosu jest bezsilny. I skazany na porażkę. Wszelkie badania akademickie dość jasno mówią, że terroryzm jako strategia militarna czy polityczna jest nieskuteczny. Ogromna większość grup terrorystycznych nie przetrwa więcej niż dziesięć lat i nie osiągnie swoich celów. Dlatego politycy słusznie mówią, że terroryzm nie wygra z demokracją, wolnością i liberalnymi wartościami, chociaż próbuje wywołać takie wrażenie. I mimo że nie podoba się to sporej części społeczeństwa, jedyną odpowiedzą na terror jest policja, nauczanie liberalnych wartości i międzyludzka solidarność. Te wszystkie irytujące banały. Te koce, herbata, marsze, kwiaty, masowe czuwania, nawet wpisy w mediach społecznościowych czy często krytykowane profilowe zdjęcia wyrażające współczucie ofiarom. Bo najlepszą odpowiedzią na szaleństwo jest człowieczeństwo. Taka postawa jest skuteczna: utrzymuje jedność społeczności, zwiększa solidarność, zniechęca przyszłych zamachowców.

Terror cynizmu

Problem zaczyna się w momencie, kiedy emocje wywołane szokiem i tragedią są upolitycznianie. Kiedy są wykorzystywane do wzbudzania powszechnej histerii, która zamiast poprawiać sytuację tylko ją pogarsza. A tak postępuje Theresa May. Po katastrofalnym tygodniu, w którym zaczęła tracić sondażową przewagę nad Labour w wyniku propozycji „Dementia Tax” i po tragicznym wywiadzie z Andrew Neil wykorzystuje tragedię manchesterską do politycznego odbicia. I znów wygląda na silną liderkę. To ona ogłosiła najwyższy stan zagrożenia. To ona wystąpiła na szczycie w NATO odbierając możliwość opozycji na medialną ekspozycję. Zawieszenie kampanii wyborczej na czas krótkiej żałoby było decyzją słuszną. Jednak  nie da się ukryć, że zamach w Manchesterze daje torysom przewagę. Im większy społeczny niepokój, tym lepiej dla Partii Konserwatywnej, która prezentuje się jako siła polityczna, dla której bezpieczeństwo jest kluczowe. A Theresa May może prezentować siebie jako poważną polityczkę, która zapewni spokój w trudnych, niebezpiecznych i chaotycznych czasach. Empatia i współczucie dla ofiar tragedii to jedno. Agresywny język, bombastyczne przekazy i cyniczne wykorzystywanie zamachu do politycznych celów to coś zupełnie innego. Otwarte, liberalne  społeczeństwa nie zatrzymają terroryzmu siłą. Jedynie perswazją, pracą u podstaw, zmianą mentalności radykałów. Politycy, którzy twierdzą, że muszą twardo odpowiedzieć na zagrożenia zachowują się cynicznie. Rola liderów w takich chwilach polega na tłumieniu emocji. Deeskalacji społecznego gniewu, a nie podsycaniu złości. Terroryzm to cena, jaką płacimy za wolność i demokrację.

Dodaj komentarz

Ogłoszenia

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!