Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Wyborcza Brytania

Debata telewizyjna liderów największych brytyjskich partii w telewizji BBC (Fot. Stefan Rousseau - WPA Pool /Getty Images)

Radosław Zapałowski, Dodano: 07.06.2017

Przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii odbywają się w cieniu Brexitu. I to stosunek do Unii Europejskiej wyłoni zwycięzców.

To dziwne wybory. Przyspieszone, niepotrzebne, ale niezwykle ważne. 8 czerwca Brytyjczycy pójdą do urn i zdecydują o swojej przyszłości. Niby jak zawsze, ale tym razem stawki są znacznie wyższe. To nie tylko tradycyjna rywalizacja między prawicą a lewicą. Nie tylko spór o idee i wartości. To walka o kształt postbrexitowego Zjednoczonego Królestwa. Wybór kierunku drogi na lata. Referendum brexitowe wywołało i uzewnętrzniło kilka równoległych kryzysów. Tożsamościowy, kulturowy, klasowy i regionalny. Zjednoczone Królestwo pękło niemal na pół. I chociaż jedność narodowa czy zgoda społeczna, to w kraju demokratycznym mity, fantazmaty oraz naiwne marzenia polityków to jednak posklejanie zantagonizowanego politycznie społeczeństwa wydaje się konieczne, żeby jakoś przetrwać referendalną decyzję 52 proc. Brytyjczyków z zeszłego roku. To wybory w cieniu Brexitu. Pod każdym względem. Referendum nie tylko je wywołało, ale także determinuje przebieg kampanii, wpływa na sondaże i zdecyduje o ostatecznym wyniku. W niedawno opublikowanych badaniach YouGov Brexit jest najważniejszą kwestią dla 60 proc. wyborców. To zdecydowana przewaga nad zazwyczaj znajdującą się na pierwszym miejscu priorytetów – służbą zdrowia. Tym razem kwestie z NHS są najważniejsze dla 43 proc. Brytyjczyków. Dlatego w jakimś sensie przyspieszone wybory w Wielkiej Brytanii są kolejnym głosowaniem nad wyjściem z Unii. Theresa May kupuje sobie czas. Cynicznie, bo na razie skutków nadchodzącego Brexitu nie widać. Przegłosował go naród, zatwierdziły obie izby parlamentu, a May wysłała do Brukseli list rozwodowy. W życiu poddanych królowej nic się jednak nie zmieniło. Ciągle wywiesza się unijne flagi, rolnicy dostają dotacje, a europosłowie pobierają wynagrodzenie. Gospodarka ma się świetnie, giełda rośnie, kurs funta wbrew przepowiedniom się nie załamał. Wydaje się, że Brexit nie jest tak straszny, jak go malowano. Tyle że rozwód tak naprawdę jeszcze się nie zaczął. Obraz pobrexitowej Wielkiej Brytanii, zacznie się wyłaniać powoli. Wówczas jednak Theresa May – jeśli wszystko pójdzie po jej myśli – będzie już miała świeżo wybraną większość w parlamencie. Zwolennicy łagodzenia czy hamowania Brexitu w jej partii w obliczu wyborczego zwycięstwa będą milczeć. A pokonana opozycja lizać rany. I mimo że propozycją przyspieszonych wyborów Theresa May rozpoczęła cyniczną grę, która narusza dobre obyczaje, łamie demokratyczne standardy i psuje brytyjską politykę to jednak wydają się one konieczne. W zeszłym roku Brytyjczycy zdecydowali, że chcą wyjść z Unii Europejskiej. 8 czerwca zdecydują na jakich zasadach i w jakim kształcie.

Tysiące chętnych

O 650 miejsc w Izbie Gmin będzie się ubiegać 3303 kandydatów i kandydatek. Mniej niż w zeszłych wyborach, kiedy startowało 3971 osób i zdecydowanie mniej niż w rekordowym 2010, kiedy to do Izby Gmin starało się dostać 4133 polityków i polityczek. Za mniejszą liczbę chętnych odpowiedzialna jest głównie UKiP, która wystawiła 378 kandydatów. Sporo mniej niż w 2015 roku, kiedy to z ramienia tej partii startowało 624 osób. Redukcja armii Nigela Faraga to naturalny i zrozumiały proces. Cel założenia i sens istnienia Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa zostały spełnione. Farage chciał wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii i to osiągnął. Partia, która napędzała debatę publiczną, kształtowała polityczną rzeczywistość i wpływała na agendy głównych sił politycznych w ostatniej dekadzie wytraciła energię oraz impet. Postbrexitowy UKiP, żeby przetrwać musi się przeobrazić i wymyślić na nowo. Ale nowym liderom brakuje pomysłów oraz politycznych strategii. To nigdy nie była partia spójna ideologicznie. Zresztą jak każda partia protestu. Polityków, działaczy i sympatyków UKiP trzymał razem jedynie prosty postulat. Wyjście z Unii. Dziś ten populistyczny ruch się rozpada, ale wciąż wpływa na polityczny krajobraz Wielkiej Brytanii. Głównie dlatego, że decyzja o niewystawianiu kandydatów w wielu okręgach wspiera torysów. I to w tradycyjnych bastionach Partii Pracy – Midlands, na  północy i w niektórych częściach Londynu. Analizy przeprowadzone przez „Telegrapha” pokazują, że dzięki decyzji UKiP Partia Konserwatywna może zdobyć prawie trzydzieści mandatów. Jeśli ośmiu na dziesięciu wyborców partii Faraga przerzuci swoje głosy na torysów, zagrożeni będą laburzyści w Don Valley, Batley i Spen. A nawet w okręgach londyńskich tj. Ealing Central, Acton, Ilford North, Hampstead czy Kilburn. Torysi mogą także zyskać w Szkocji, gdzie cieszą się ponad 30 proc. poparciem, co według kalkulacji Electoral Calculus może dać im aż jedenaście mandatów. Byłaby to sytuacja bez precedensu. Tradycyjnie na północy, po rządach Margaret Thatcher, Partia Konserwatywna praktycznie się nie liczy. Dziś jednak w szkockich sondażach zajmuje drugie miejsce za SNP (44 proc. poparcie) i daleko w tyle zostawia Labour (13 proc.) Torysi powalczą o Berwickshire, Roxburgh, Selkirk, gdzie SNP ma niewielką przewagę, ale też o Aberdeenshire West, Kincardine,Dumfries oraz Galloway, gdzie Szkocka Partia Narodowa wygrała przewagą 7 tys. głosów. Torysi mogą nawet przejąć Edinburgh South i Moray.

Zwycięzca bierze wszystko

Okręgi wyborcze są niezwykle ważne, bo to w nich rozegra się prawdziwa batalia. Na co dzień o tym się nie mówi, ale w systemie politycznym na Wyspach ogólnokrajowe sondaże nie mają większego znaczenia. Ekscytują się nimi politycy. Analizują je dziennikarze. Komentują wyborcy, ale to tylko dym bez ognia. Upraszczająca złożoną rzeczywistość zabawa. Sonda uliczna. Wielka Brytania jest europejską wizytówką systemu wyborczego polegającego na jednomandatowych okręgach wyborczych. Z wszelkimi tego, głównie negatywnymi konsekwencjami. 650 posłów wybiera się w ordynacji zwanej „First - Past - the - Post” czyli „pierwszy na mecie”. Mandat dostaje ten, kto zebrał najwięcej głosów, ile by ich nie było. W ten sposób marnuje się prawie 70 proc. głosów oddanych na kandydatów innych niż zwycięzca. Powoduje to także nierówności w przeliczeniu mandatów na głosy. Np. w 2005 roku jednego posła laburzystów wybierało średnio 27 tys. wyborców, jednego torysa 44 tys., a jednego deputowanego Liberalnych Demokratów – prawie 100 tys. W tym systemie partie zbierające 5-10 proc głosów w praktyce nie dostają żadnych mandatów. W ten sposób tworzy się demokratyczny deficyt, ale i stabilna większość pozwalająca na spokojne rządzenie bez oglądania się na opozycję. Co istotne, brytyjski system większościowy powoduje zupełnie inne strategie wyborcze. Zaciekła polityczna walka toczy się bowiem nie tylko na poziomie ogólnokrajowym, ale także w okręgach chwiejnych – „marginal seats”, czyli takich, gdzie któraś z partii ma niewielką przewagę i gdzie dominują wyborcy niezdecydowani. W każdych wyborach na Wyspach to one odgrywają najważniejszą rolę. Prof. John Curtice określił 17 „okręgów chwiejnych”, gdzie przewaga jednej z partii nie przekracza 1000 głosów. A w dodatkowych pięćdziesiąciu różnice są 5 proc. Walka będzie się jednak toczyła o 110 okręgów, gdzie różnice między pierwszym a drugim miejscem w 2010 roku nie przekroczyły 10 proc. Labour ma szanse „odbić” 48 okręgów, torysi 46, a LibDem 16. Większe szanse na kolejne ma Partia Konserwatywna. Głównie ze względu na Brexit. Bo w wielu miejscach uważanych za tradycyjne bastiony lewicy wyborcy głosowali za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii i bardzo prawdopodobne, że przerzucą głosy na partię rządzącą.

Twardy Brexit

Jeśli dla 60 proc. Brytyjczyków Brexit jest fundamentalną kwestią tych wyborów, to Labour ma poważny problem. Według sondaży, 34 proc. ankietowanych uważa, że z rozwodem z Unią lepiej sobie poradzą konserwatyści. W zdolności negocjacyjne Corbyna – lidera Partii Pracy wierzy ledwie 9 proc. W kompetencje przewodniczącego Liberalnych Demokratów – Tima Farrona ledwie 7 proc. Obie partie opozycyjne przegrywają nawet z UKiP, które cieszy się w tym kontekście 10 proc. zaufaniem. Jeremy Corbyn od samego początku nie wiedział jak ustawić się politycznie w kwestii referendum. Lider laburzystów wysyłał sprzeczne sygnały sygnalizując, że partia znajduje się na rozdrożu. Rezonuje to na elektorat, który nie wie jakie stanowisko w sprawie Brexitu zajmuje największa partia opozycyjna. 8 proc. ankietowanych twierdzi, że Labour opowiada się za twardym Brexitem, 35 proc. zgodnie z prawdą, że za miękką wersją wyjścia z Unii, 15 proc. jest przekonanych, że Labour chce zostać we Wspólnocie, a aż 42 proc. nie ma pojęcia. A to problem. Bo nie tylko sporo wyborców Partii Pracy opowiadało się za „twardym Brexitem”, ale także całkiem duży odsetek jest przeciwny wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii. Kreuje to dla Corbyna polityczną sytuację bez wyjścia. Chcąc przekonać do siebie bazę na północy musi być bardziej antyeuropejski, ale żeby zachować liberalnych wyborców w metropoliach powinien przyjąć stanowisko euroentuzjastyczne. Stać w politycznym rozkroku. Zwłaszcza, że wbrew opiniom i przewidywaniom analityków postawy wobec Europy się radykalizują. Dlatego te wybory są tak bardzo specyficzne. Nie chodzi w nich o wizje Wielkiej Brytanii ani o gospodarcze czy społeczne pomysły, tylko o Brexit. Badania YouGov sugerują, że zdecydowana większość Brytyjczyków czuje się jak w oblężonej twierdzy. I ma wrażenie, że Zjednoczonego Królestwo zmuszone jest do walki z Unią Europejską. Rok po referendum głosujący podzielili się na trzy grupy: hard leavers (45 proc.), hard remainers (22 proc.) i re-leavers (23 proc.) czyli tych, którzy głosowali za pozostaniem w UE, ale dziś są przekonani, że rząd ma obowiązek wyprowadzić Wielką Brytanię z Europy. To głównie dlatego Theresa May orbituje w sondażach. Po prostu większość Brytyjczyków uważa, że torysi będą bardziej skuteczni w negocjacjach z Brukselą niż Partia Pracy. Reszta nie ma większego znaczenia. Tradycyjne tematy, które dominują w czasie kampanii schodzą na dalszy plan.

 

***

Nasz komentarz

 

Corbyn, musisz!

Sądzimy, podobnie jak Partia Razem (Londyn), Polska Partia Socjalistyczna, Kancelaria Sprawiedliwości Społecznej, Fundacja Naprzód, Ośrodek Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a, Stowarzyszenie Zrównoważonego Rozwoju Społecznego „Społeczeństwo FAIR” i Labour International Poland, że lepiej dla Wielkiej Brytanii i dla emigrantów w niej mieszkających – w tym Polaków – aby czerwcowe wybory wygrała Partia Pracy. Zgadzamy się z dr Gavinem Rae’em – brytyjskim socjologiem mieszkającym od lat w Polsce, że dla emigrantów na Wyspach dalsze rządy Partii Konserwatywnej są niebezpieczeństwem. „Ich celem jest uczynienie z Wielkiej Brytanii niskokosztowej gospodarki na peryferiach Europy oraz wykorzystanie szansy na obniżenie płac, wydatków społecznych i ograniczenie praw pracowniczych. Uzasadniane jest to dodatkowo wzrastającą wrogością wobec emigrantów. Sytuacja ta sprzyja zwiększeniu wrogości do imigrantów mieszkających w kraju oraz wzrostowi ksenofobii i nacjonalizmu”. Polacy jako największa mniejszość mogą zostać pozbawieni szeregu przysługujących im praw, gdyż rząd Theresy May w negocjacjach z Brukselą forsuje wersję tzw. twardego Brexitu, czyli zerwanie nie tylko politycznych związków z europejską wspólnotą, ale również zobowiązań wobec obywateli innych państw członkowskich mieszkających i pracujących w Zjednoczonym Królestwie. Nie mamy jednak złudzeń. Wybory wygra Partia Konserwatywna. Pytanie jedynie jak wysoko. Dla Brytyjczyków i emigrantów mieszkających w Zjednoczonym Królestwie nadchodzą ciężkie czasy.

Dodaj komentarz

Ogłoszenia

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!