Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Konieczna dobra zmiana

Fot. Leon Neal / Getty Images

Radosław Zapałowski, Dodano: 30.05.2017

Partia Konserwatywna i Labour odcinają się od przeszłości i próbują wymyślić się na nowo. Obie główne partie mają ambitne plany. Ale wyborcy patrzą w zupełnie inną stronę.

Publikacja przedwyborczych, partyjnych manifestów to w Wielkiej Brytanii duże polityczne wydarzenie. Inaczej niż w Polsce, gdzie partyjnych broszurek i programów nikt włącznie z samymi politykami nie czyta – na Wyspach manifesty są analizowane, rozbierane na czynniki pierwsze i omawiane. Propozycje partyjne nie tylko wprawiają medialną machinę w ruch dając możliwość dziennikarzom zajęcia się czymś innym niż polityczną pyskówką, ale również określają agendę i ramy kampanii wyborczej. A liderom pozwalają modyfikować swoje partie, aktualizować polityczne wizje i określać nowe horyzonty. Manifesty zmieniają polityczną dynamikę i chociaż nie mają większego wpływu na ostateczny wynik wyborczy, to jednak dają wgląd w stan partyjnych umysłów. Pozwalają przewidzieć jaka ideologia będzie napędzała przyszłych zwycięzców i czego mniej więcej można się po nich spodziewać. Tegoroczne propozycje są ciekawe, bo wskazują na małą rewolucję myślową w obu głównych partiach. Zarówno Partia Pracy jak i torysi przeistaczają się w zupełnie inne byty polityczne. Obie partie wykonują skręt na lewo i obie odżegnują się od indywidualistycznych materialistycznych koncepcji, które dominowały w ostatnich trzydziestu latach. Liberalizm czy też neoliberalizm odchodzi w niebyt. Manifesty idą z duchem czasów i odpowiadają na społeczne nastroje – obserwujemy powszechny sprzeciw wobec nieregulowanego rynku, nieokiełznanej globalizacji i chciwości. Labour i Partia Konserwatywna, ale też Liberalni Demokraci idą z nurtem kulturowej zmiany, która domaga się polityki łączącej ekonomiczną sprawiedliwość z solidarnością społeczną. Nieco inaczej stawiają akcenty, używają nieco innego języka, ale tendencja jest jasna. Mniej wolnego rynku, więcej silnego, aktywnego państwa. To dobra, oczekiwana i konieczna zmiana paradygmatów. Pytanie, ile z tych zamierzeń uda się później zrealizować, pozostaje jednak otwarte.

Antyblairyzm Corbyna

Po Labour wizji socjaldemokratycznej można było się spodziewać. Niespodzianką jest jedynie to, że 43 stronnicowy manifest Partii Pracy - opracowany w głównej mierze przez Seumasa Milne’a, byłego publicystę Guardiana i zadeklarowanego marksistę odpowiedzialnego w sztabie Corbyna za komunikację – nie jest aż tak radykalny. Wbrew obawom centrowych laburzystów program Corbyna nie przypomina słynnego „najdłuższego samobójstwa w historii” jak określa się manifest Labour z 1983 roku, który doprowadził do rozbicia Partii Pracy. W nowym dokumencie Labour nie ma niebezpiecznych pomysłów, które wówczas chciał wcielać w życie Michael Foot – wyjścia z Europy, NATO, protekcjonizmu w relacjach handlowych, kontrolowanego importu, nacjonalizacji aptek i przejęcia przez państwo sprzedaży materiałów budowlanych. Zamiast abstrakcyjnych, dziwacznych, nierealnych pomysłów Jeremy Corbyn i jego drużyna zaprezentowała sensowny program naprawczy po rządach torysów – reforma NHS, lepsza polityka społeczna, przywrócenie praw pracowniczych. Renacjonalizacja Royal Mail, kolei i sektora energetycznego. Manifest obiecuje spektakularne zwiększenie inwestycyjnej roli państwa w gospodarce, stworzenie banków inwestycyjnych na poziomie narodowym i regionalnym, które mają interweniować tam, gdzie banki komercyjne zawodzą i odpowiedzieć na potrzeby obszarów kraju od dziesięcioleci niedoinwestowanych. Labour zamierza przeprowadzić wielkie inwestycje infrastrukturalne, między innymi w poprawę infrastruktury internetowej. Obiecuje też, że do 2030 roku 60 proc. energii będzie pochodziło w Wielkiej Brytanii ze źródeł odnawialnych, planując wielką ekologiczną transformację tego sektora. Partia Pracy chce również przeznaczyć 3 proc. PKB na badania naukowe i rozwój, a także docelowo zmienić strukturę zatrudnienia, zwiększając udział miejsc pracy o charakterze wysoko wykwalifikowanym, tak żeby stanowiły one 60 proc. miejsc pracy. Plus darmowe studia na państwowych uczelniach i wyższe podatki dla 5 proc. najwyżej zarabiających. Żadnych restrykcji dla imigrantów. Żadnych „targetów” ograniczania liczby przyjezdnych. Reasumując – normalne, zdroworozsądkowe, socjaldemokratyczne propozycje, które od lat są obecne w krajach skandynawskich. To jednak – na brytyjskim rynku politycznym – mała lewicowa rewolucja i ostateczne odrzucenie „trzeciej drogi” Blaira. Corbyn jasno i klarownie odcina się od skutecznego poprzednika. Problem w tym, że polityka jest sztuką. Deprecjonowaną, niedowartościowaną i niesprawiedliwie pogardzaną. Ale to wciąż sztuka. Sztuka możliwości. I o możliwości wszystko się rozbija. Punkt po punkcie manifest Labour mógłby zdobyć popularność. Sztuka polega na tym, żeby przekonać do siebie ludzi. A z tym Corbyn, w przeciwieństwie do Blaira, ma poważny problem. Jak odbudować zaufanie do Partii Pracy w indywidualistycznym, coraz bardziej ksenofobicznym społeczeństwie? Jak odpowiedzieć na zarzuty konserwatywnej prasy, która przestrzega przed lewicą „przywracającą lata 70.”? Jak pozbyć się opinii nieskutecznej partii z niekompetentnym liderem? I wreszcie jak konkurować z prężna machiną torysów, którzy też proponują skręt w lewo? Czasu jest mało, a sondaże są bezlitosne. Brytyjczycy wolą Theresę May. I to bez względu na to, co proponuje.

Antythatcheryzm May

Pozycja Theresy May jest tak mocna, że urzędująca premiera mogłaby wydrukować manifest z pustymi kartkami, a i tak politycznie by nie straciła. Mimo to szefowa rządu postanowiła zrewolucjonizować Partię Konserwatywną. Nie państwo, ale właśnie partię. Bo to jednak olbrzymia zmiana w konserwatywnym myśleniu. Odrzucenie „kultu indywidualizmu” i wiary w „nieregulowany wolny rynek”. May w przeciwieństwie do Żelaznej Damy sądzi, że społeczeństwo istnieje i potrzebuje silnego państwa. Proponuje modernizację przemysłu stoczniowego i rządowe programy inwestycyjne tam, gdzie rynek nie działa. „Odrzucamy społeczne podziały,  niesprawiedliwość i nierówności” – pisze May, która miejscami brzmi jak lewicowa ideolożka. Niemal rewolucjonistka. Łatwo dostępne i tanie domy? Są. Polityka społeczna? Jak najbardziej. Regulowane ceny energii? Oczywiście. Prawa pracownicze i zwalczanie nierówności? Dlaczego nie? To zupełnie inny konserwatyzm. Odrzucenie nie tylko thatcheryzmu z jego niezdrową fiksacją w kwestii „niewidzialnej ręki rynku”, ale też korporacyjnej w treści i w formie polityki Camerona. Problem w tym ile z tych zamysłów May będzie mogła zrealizować. Bo owszem, zwycięstwo ma niemal zapewnione, ale partyjny opór może się okazać zbyt silny. Bo mimo że premiera proponuje nowy konserwatyzm, to jednak nie ma politycznego zaplecza ani partyjnego wsparcia. Jest wrażliwa, społeczna May. Jest na papierze , ale nie ma mayistów. Przypomina to trochę sytuację New Labour i Blaira. Partia stała murem za liderem nie ze względu na jego pomysły, ale dlatego, że wygrywała. Dziś torysi kupują Mayową agendę tylko dlatego, że politycznie zyskują. A to za mało żeby dokonać prawdziwej politycznej rewolucji na brytyjskiej prawicy. Zwłaszcza, że te wybory są specyficzne. Nie chodzi w nich o wizje Wielkiej Brytanii ani o gospodarcze czy społeczne pomysły, tylko o Brexit. Niedawno opublikowane badania YouGov sugerują, że zdecydowana większość Brytyjczyków czuje się jak w oblężonej twierdzy. I ma wrażenie, że Zjednoczonego Królestwo zmuszone jest do walki z Unią Europejską. Rok po referendum głosujący podzielili się na trzy grupy: hard leavers (45 proc.), hard remainers (22 proc.) i re-leavers (23 proc.) czyli tych, którzy głosowali za pozostaniem w UE, ale dziś są przekonani, że rząd ma obowiązek wyprowadzić Wielką Brytanię z Europy. May orbituje w sondażach nie ze względu na swoją społeczną wrażliwość czy lewicowe ciągoty, ale dlatego, że większość Brytyjczyków uważa, że torysi będą bardziej skuteczni w negocjacjach z Brukselą niż Partia Pracy. Konieczna, dobra zmiana w myśleniu, którą proponuje konserwatystom Theresa May może przez to zostać odłożona na półkę.

Dodaj komentarz

Komentarze (1)

  • ~Misior: Artykuł pozbawiony dziennikarskiego obiektywizmu ,można wyczuć poglądy polityczne piszącego.

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!