Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Rozgnieść sabotażystów

Fot. Kirsty Wigglesworth - WPA Pool / Getty Images

Radosław Zapałowski, Dodano: 02.05.2017

Propozycją przyspieszonych wyborów Theresa May rozpoczęła cyniczną grę, która narusza dobre obyczaje, łamie demokratyczne standardy i psuje brytyjską politykę.

Wybory powszechne powinny się odbyć w 2020” – ogłosiła Theresa May w swoim przemówieniu wygłoszonym 30 czerwca zeszłego roku, które zapoczątkowało jej kampanię w walce o przewodnictwo Partii Konserwatywnej. Potem powtórzyła tę mantrę jeszcze kilkakrotnie. W pierwszym wywiadzie po objęciu urzędu premiera u Andrew Marra przekonywała, że kraj potrzebuje „stabilizacji po szoku związanym z Brexitem”. W tradycyjnym orędziu z okazji Gwiazdki zapewniała o jedności. Nawet nie tak dawno jak w marcu Downing Street ogłosiło, że przyspieszonych wyborów nie będzie. W zeszłym tygodniu Theresa May zmieniła jednak zdanie i zdecydowała, żeby przyspieszyć o trzy lata wybory do Izby Gmin. Mimo że Wielka Brytania wyborów nie potrzebuje, a ludzie się ich nie domagają. Nie ma żadnego politycznego impasu uniemożliwiającego rządzenie, nie ma poważnego parlamentarnego kryzysu, gospodarczej zapaści, humanitarnej katastrofy ani wojny. Nie ma napięć między resortami, rząd nie przegrywa ciągle głosowań w parlamencie, proces legislacyjny przebiega sprawnie. Brak też rewolucyjnych nastrojów, masowych strajków, protestów lub wieców, które destabilizowałyby kraj. Racjonalnych powodów, żeby rozpisać przyspieszone wybory nie ma. Oprócz jednego. Partia Konserwatywna korzystając z ogromnej sondażowej przewagi może łatwo rozprawić się z opozycją. A przy okazji, jak to zgrabnie ujęło niezastąpione „Daily Mail” – „zmiażdżyć sabotażystów”, czyli wszystkich tych, którzy sprzeciwiają się twardej brexitowej agendzie, nie chcą się zjednoczyć w prawicowej fantazji i kpią z konserwatywnej nostalgii za latami 50. zeszłego wieku. To cyniczna gra, która narusza dobry, demokratyczny obyczaj. I chociaż nie można mówić o zamachu stanu (tak opisuje woltę May np. „Guardian”), to jednak niesmak pozostaje. Brytyjska polityka odchodzi od zachodnich, cywilizowanych standardów.

Wschód na Zachodzie

Theresa May zbudowała swoją polityczną pozycję i autorytet jako osoba godna zaufania. Jako ktoś, kto mówi, co myśli, robi, co mówi, rzetelnie wykonuje powierzone obowiązki i traktuje politykę poważnie. Tak kreowała swój wizerunek od samego początku. May miała odróżniać się od Davida Camerona powagą, racjonalnością i przewidywalnością. Zamiast spektakularnych wypowiedzi i efektownych póz, mozolna praca i efektywna, nudna polityka. To od samego początku była fasada, ale wyborcy i komentatorzy ją kupowali. To dlatego Theresa May cieszy się 50 proc. akceptacją, a torysi z każdym tygodniem zwiększają przewagę nad Labour. Ostatnie sondaże wskazują, że mogą liczyć aż na 44 proc. głosów. Więcej niż Margaret Thatcher w 1983, kiedy to torysi zdeklasowali Partię Pracy 42 do 28. To była największa porażka brytyjskiej lewicy w historii. W czerwcu może być jeszcze gorzej. Niektórzy spekulują wręcz, że przyspieszone wybory przypieczętują los Partii Pracy. To polityczna pokusa, której Theresa May nie mogła się oprzeć. Mimo że na szali postawiła swój autorytet i zniweczyła mozolnie budowany wizerunek poważnej polityczki, dla której najważniejsze są pryncypia. May dołączyła do szerokiego grona polityków, którym nie można ufać, którzy politykę traktują jak grę, a dobro partyjne stawiają wyżej niż potrzeby kraju, demokratyczne standardy i dobre obyczaje. Jej cynizm i hipokryzja prawdopodobnie nie będą miały wpływu na wynik wyborów, ale w procesie długofalowym mogą poważnie zaszkodzić brytyjskiej demokracji. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do partyjnych gierek, hipokryzji, podwójnych standardów, wolt ministrów i premierów, i krętactw, więc na May’owy cynizm reagujemy wzruszeniem ramion. A jednak Zachód często pętał swoją polityczną wolę oraz możliwości. Miało to sens. Samoograniczanie władzy chroniło politykę jako całość przed społecznym ostracyzmem i demokratyczną apatią. Dobry obyczaj nie tylko był wyrazem wyższej kultury demokratycznej, ale także budował lepszą jakość polityki. A tym samym nie zniechęcał tak bardzo do niej ludzi, co jest problem większości wschodnioeuropejskich państw, w których sprawami publicznymi mało kto się interesuje. Bo u nas politycy są po prostu mało wiarygodni. Każdą władzę postrzegamy jako nieuczciwą, interesowną i skorumpowaną. I nie bez racji wielu obywateli odmawia udziału w wyborczym cyrku. Theresa May te wschodnie standardy (a właściwe brak jakichkolwiek standardów) przeszczepia teraz na grunt zachodni, żeby skonsolidować i wzmocnić swoją władzę oraz zdominować partię.

Fatalizm lewicy

Paradoksalnie, wysokie zwycięstwo Partii Konserwatywnej w czerwcu może ułatwić Theresie May bardziej łagodny Brexit. Jeśli faktycznie, jak sugerują sondaże i modele wyborcze, torysi zwiększą swoje posiadanie w Izbie Gmin o 66 miejsc, będą mieli solidną większość. A to pozwoli 10 Downing Street wyrwać się z krępującego polityczne ruchy kaftanu konserwatywnych eurosceptyków. Dziś twardzi brexitersi są w stanie zdestabilizować pracę rządu i Theresa May, żeby sprawnie rządzić, musi się z nimi liczyć. Stabilna większość (jak przewiduje ICM nawet 140 osobowa) oznacza dla 10 Downing Street większe pole manewru. Do tego jeszcze wielu nowych posłów i posłanek siłą rzeczy będzie musiało być bardziej liberalnych. W końcu walka toczy się o okręgi wyborcze liberalnych demokratów i laburzystów – miejsca, gdzie retoryka z „Daily Mail” albo z „The Sun” nie zapewnia politycznego sukcesu. Ale to tylko spekulacje. Podobnie jak przewidywania, że zdecydowane zwycięstwo torysów będzie oznaczało jeszcze twardszy Brexit. Bo Theresa May otrzyma świeży społeczny mandat dla swojej wizji relacji Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Pewne dziś jest tylko jedno – polityczna kompromitacja Jeremy’ego Corbyna. Sympatyczny, pryncypialny lider brytyjskiej lewicy po raz kolejny pokazał brak kompetencji i politycznego wyrobienia, co może skończyć się anihilacją Partii Pracy. Lider Labour mógł i powinien zastopować cyniczną grę Theresy May. Zdusić w zarodku nieodpowiedzialną propozycję wcześniejszych wyborów i wypunktować szefową rządu. Obnażyć jej hipokryzję i interesowność. Wytoczyć potężne retoryczne działa i stanąć w obronie demokratycznych standardów oraz dobrych, politycznych obyczajów. Miał amunicję. Fixed-term Parliaments Act – ustawa z 2011 roku dawała mu możliwość zablokowania wyborów, które nie są potrzebne. Po to zresztą została przyjęta – żeby uniemożliwić szefom rządów oportunistyczne zwoływanie ludzi do urn, kiedy cieszą się wysokim sondażowym poparciem. May potrzebowała 2/3 głosów w Izbie Gmin, żeby jej plan unicestwiania Labour się powiódł. Jeremy Corbyn ochoczo zgodził się na własną polityczną rzeź. Fatalizm brytyjskiej lewicy jest dojmujący. Wiara corbynistów w to, że brytyjskie społeczeństwo przejrzy w końcu na oczy i zobaczy to, co oni widzą w swoim liderze, zamienia się już w urojenie. Niebezpieczne, bo Labour najprawdopodobniej skurczy się do malutkich rozmiarów. Czerwiec może niekoniecznie oznaczać śmierć partii, ale Labour możliwe, że przestanie być efektywną, ogólnokrajową polityczną siłą i zamieni się w partię zombie. Teoretycznie oddychającą, ale politycznie martwą. Bo brytyjskie społeczeństwo, mimo że pozytywnie reaguje na program laburzystów, to jednak odrzuca Jeremiego Corbyna. Po prostu lider Labour nie prezentuje się, nie zachowuje się i nie jest postrzegany jak poważny polityk, któremu można powierzyć stery państwem. Jedyną szansą dla przewodniczącego Partii Pracy jest próba zagospodarowania tych 48 proc. Brytyjczyków, którzy głosowali przeciwko Brexitowi, a czerwcowe wybory przedstawić jako kolejne głosowanie nad wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii. Ale choć to najbardziej racjonalny politycznie krok, to jednak Corbyn się na niego nie zdecyduje. Bo sam nie przepada za Brukselą, choć z zupełnie innych powodów niż konserwatyści. Oznacza to, że prawie połowa społeczeństwa nie będzie miała swojej reprezentacji, torysi zgarną potężną polityczną pulę, a „Daily Mail” zakomunikuje, że sabotażyści w końcu zostali rozgnieceni i triumfalnie ogłosi powstanie Zjednoczonego Konserwatywnego Królestwa.

Dodaj komentarz

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!