Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Zaśpiewam wam wszystko, to co mam

Joanna Figlak - Włoka, Dodano: 17.03.2017

Z Kasią Kowalską rozmawia Joanna Figlak-Włoka.

Kasiu, cofniemy się do przeszłości za sprawą naszego redakcyjnego wehikułu czasu. Karierę swoją rozpoczynałaś śpiewając w kilku zespołach. Były Piersi, był zespół Human, Talking Pictures, Hetman, Evergreen. Jak to wtedy było? Jakie były początki Twojej kariery? Było wtedy łatwiej osiągnąć sukces niż teraz?

Zaczynałam w ogóle nagrywając reklamówki. To było takie pierwsze moje zderzenie z mikrofonem i z pracą w studio. Dużo wcześniej wiadomo, że przecierałam wtedy szlaki śpiewając na akademiach szkolnych. Tudzież śpiewałam jako młoda dziewczynka w chórze w kościele. Także to wszystko miało jakieś znaczenie. Natomiast, czy było łatwiej? Ja tego nie wiem, czy było łatwiej. Myślę, że te drobne kroki w moim przypadku pozwoliły mi się trochę tak przygotować i w ogóle nauczyć czegokolwiek. Bo pamiętajmy, że gdzieś tam zderzenie z ludźmi, z występami, to jest ogromny stres, trzeba być na to przygotowanym psychicznie, trzeba mieć odpowiednie umiejętności. Ja myślę, że przez to (brzydko się trochę wypowiem) – zaliczałam te zespoły po drodze, bardzo duże one mi dały doświadczenie. Czasem to było przykre doświadczenie, czasem to było fajne doświadczenie, ale to mi pomogło mieć taki zdrowy dystans i jakiekolwiek doświadczenie w momencie, kiedy nagrywałam swoja pierwsza płytę i kiedy zaczęłam grać swoje własne koncerty.

1994 rok, pierwsza Twoja debiutancka płyta „Gemini” i potem zaraz szybko wielka kariera. Powiedz Kasiu, czy ta droga do zdobywania kolejnych szczebli była Twoim zdaniem bardzo trudna, czy faktycznie to poszło w nieoczekiwanym przez Ciebie szybkim tempie.

Myślę, że poszło to bardzo szybko, bo na pewno nie byłam na to przygotowana i myślę, ze nikt z mojego otoczenia nie był na to przygotowany. Ja wtedy tak naprawdę żyłam tą fantastyczną chwilą, że ktokolwiek w ogóle chce ze mną podpisać kontrakt. Nie sądziłam, że podpisanie kontraktu wtedy ze „stajnią” Izabelin, ze słynna Katarzyną Kanclerz, doprowadzi do tak szybkich zmian w moim życiu. Na to mnie nikt nie przygotowywał wtedy i to była ta na pewno bardzo trudna dla mnie lekcja. Ten pociąg jak się rozpędził, to ciężko już było go później zatrzymać. Nie mówię tego w takich kategoriach, że żałuję, bo z perspektywy czasu uważam, że miałam bardzo dużo szczęścia. To był specyficzny moment też na polskim rynku, to była pewna zmiana, to była pewna fala muzyki, która do nas dopiero dochodziła. To była pewna zmiana też w sposobie śpiewania, pisania tekstu i komponowania oraz wyglądania, brzmienia, itd. Bardzo się cieszę, że mogłam właśnie wtedy gdzieś tam się na to wszystko załapać.  Ale wiadomo, tak jak powiedziałam wcześniej, tego się nie da zaplanować. Można sobie robić jakieś założenia i na pewno firma płytowa takie założenia robiła, ale ja tych założeni raczej nie miałam. Po prostu cieszyłam się, że nagrywam swoją pierwszą płytę i nie zastanawiałam się nad tym, co będzie dalej.

Wspomniałaś o Katarzynie Kanclerz z Izabelin Studio, Twojej pierwszej manager. To właśnie ona odkryła Cię w warszawskim klubie Stodoła. Jak wyglądało to Wasze pierwsze spotkanie?

Ja nie pamiętam tego spotkania, bo tak naprawdę w momencie, kiedy ja występowałam w warszawskiej Stodole, to tylko usłyszałam od kogoś z tego klubu, że – widziała Cię ta słynna Kanclerz i jest Tobą zainteresowana. To było takie – kurczę – to było niesamowite.

Ja Katarzynę Kanclerz poznałam w momencie, kiedy zaproszono już mnie praktycznie na trwającą już bardzo krótko rozmowę i wręczenie mi kontraktu z firmą płytową właśnie Izabelin Studio. Także dopiero wtedy ją zobaczyłam.  Ale myślę, że to nie miałoby żadnego znaczenia, bo w tamtych czasach jakby perspektywa podpisania kontraktu z najbardziej rokującą stajnią to było coś takiego jakbym trafiła wtedy szóstkę w lotto.

W 1994 roku wystąpiłaś jako support przed koncertem Boba Dylana. Poznaliście się wtedy? Mieliście okazje ze sobą porozmawiać?

– śmiech – Bob Dylan słynie z tego, że niewielu ludzi ma do niego dostęp. Grałam dwa koncerty, zarówno w Warszawie jak i w Krakowie, i mogłam tylko rozmawiać z jego fantastycznymi muzykami, którzy byli normalnymi ludźmi i ciekawymi. Nie było szans w ogóle na dopchanie się do niego, na jakieś zdjęcie. Zresztą, z tego, co wiem, to on nawet nie udzielał żadnych wywiadów, to już nie chodziło o to, ze ja jestem nikim, tylko on w ogóle ma taką zasadę, że niewiele się udziela w kwestii promocji. Zresztą chyba nie musi.

A Bryan Adams? Z nim miałaś większe szczęście? To było w 2011 roku...

Ja w ogóle mam sentyment do Adamsa. Uważam, że on jest takim solidnym gitarzystą, z takim solidnym klasycznym brzmieniem, świetnym wokalistą. Cieszyło mnie to, że mogłam zagrać przed nim support. To były, jeśli dobrze pamiętam, chyba nawet moje urodziny i była fantastyczna publiczność. Wiesz, te spotkania to jest na zasadzie „meet and greet”, że to jest parę osób wybranych w jakichś konkursach, w jakichś rozdaniach. W tym przypadku ja grałam przed nim, więc mogłam uścisnąć mu dłoń, zrobić sobie z nim kilka zdjęć i powiedzieć jaki jest wspaniały, To jest wszystko, co można w ogóle zrobić na takich spotkaniach. Ja uczestniczyłam w kilku takich spotkaniach. Chociażby Depeche Mode, gdzie nie grałam  przed nimi, ale jestem ich wielką fanką. Dzięki znajomości ludzi, którzy organizują ich koncerty, mogłam uczestniczyć dwukrotnie w takich spotkaniach. Za każdym razem, kiedy widzę innego artystę, to jest dla mnie takie deprymujące. Nawet zapominam za przeproszeniem języka w gębie. Człowiek chciałby coś powiedzieć, ale mu głupio i w zasadzie nic nie mówi.

W 1996 wystąpiłaś podczas 41. Konkursu Eurowizji z piosenką „Chcę znać swój grzech”. Podobno historia Twojego występu nie należy do tych pozytywnych. Coś wówczas nie poszło po Twojej myśli, co się wtedy wydarzyło?

Jakbym zagłębiła się w ogóle w historię mojego występu na Eurowizji, to nie wiem, czy ktokolwiek miał tak utrudniany start z piosenką już na etapie powstawania. Miałam z zupełnie inną piosenką wystartować w tym konkursie. Tak się złożyło, że te osoby, które skomponowały tę piosenkę, w ostatniej chwili rzuciły warunki po prostu nie do spełnienia. Krótko mówiąc, finansowe, przez wytwórnie i musieliśmy wszystko odwracać. W ostatnim momencie zmieniać piosenkę. To było bardzo stresujące dla mnie, byłam bardzo niezadowolona, bo nie chciałam z takim wizerunkiem dziewczyny z balladą tam wyjść. To był zupełnie inny pomysł. Ale tak jak mówię, potoczyło się tak, jak się potoczyło, więc widocznie tak miało być. Nie oglądałam w tym roku tych eliminacji, trudno mi się wypowiadać, ale myślę, że mamy coraz więcej utalentowanych wokalistów, wokalistek i to jest kwestia – jak zawsze wydaje mi się – repertuaru. Żeby trafić w dobrą piosenkę. I wtedy mamy szanse.

Kasiu, niedawno wróciłaś znowu do nagrywania, po całkiem długiej przerwie.  W Twoim życiu wiele się zmieniło. Masz już dorosłą córkę, a ta przerwa spowodowana była po prostu prozą życia i drugim dzieckiem. Ponownie zostałaś mamą i całkowicie się temu poświęciłaś. Jesteś nie tylko piosenkarką, kobietą sukcesu, ale także i przede wszystkim wykonujesz najpiękniejszy zawód na świecie – jesteś po prostu matką.

Teraz jestem po części mamą i jestem rzeczywiście kobietą, która musi jeździć trochę i uprawiać tę swoją pasję. To nie jest tak, że my to robimy za karę. Jesteśmy ludźmi, którzy mają pewne piętno i to jest nasza jakaś taka droga, żeby nie powiedzieć jakaś misja, którą sami sobie gdzieś ją chcemy pielęgnować i od tego się nie da uciec. Można sobie robić krótszą, dłuższą przerwę, ale nie wyobrażam sobie, że miałabym zrezygnować z tego, co robię. Byłoby mi ciężko. Do tego mogła mnie tylko zmusić ta sytuacja. Sytuacja wychowania syna. Absolutnie to było dla mnie priorytetem i z tym jest związana ta przerwa. Nie żałuję ani jednej chwili, którą musiałam odpuścić, kosztem pracy, kariery. Kiedy urodziłam dziecko, byłam już mocno po trzydziestce. Zupełnie inaczej się postrzega wtedy macierzyństwo.

Jakie są Twoje dzieci? Ola ma 20 lat, Ignacy 9.

– śmiech – Można powiedzieć, że są bardzo kontaktowe, dużo bardziej niż ich rodzice, wydaje mi się. Moja córka studiuje w Londynie. Dostała się do swojej wymarzonej szkoły. Studiuje projektowanie mody. Zawsze marzyła o projektowaniu. Z mojej perspektywy radzi sobie świetnie, bo jest tam sama i wiadomo, to nie jest chyba tak lekko, być na obczyźnie kompletnie samemu, studiować, ogarniać wszystko. To jest dla niej teraz tak naprawdę bardzo duży sprawdzian bycia tak naprawdę dorosłą. Mój syn jest zapalonym piłkarzem i w zasadzie chciałby, by jego życie ograniczało się tylko do grania w piłkę i ubolewa nad tym czasem, że musi chodzić do szkoły, bo wolałby grać tylko w piłkę. Jest bardzo rezolutnym dzieckiem i nie ukrywam, że dobrze, że go mam, bo naprawdę wprowadza w moje życie dużo światła, miłości i samo dobro.

Ola chce zostać projektantką. To pewnie pomaga Ci w doborze garderoby, korzystasz czasami z jej rad, czy wolisz jednak trzymać się swojego stylu?

Tak, Ola ma bardzo dużo pomysłów, które często przelewa na papier. Rysuje. To są bardzo kontrowersyjne te jej niektóre pomysły. Ja już też do tego mam dystans, bo też nie chcę tego oceniać z pozycji matka-córka. Często tych rzeczy, wiadomo, ja bym nie założyła. Ona ma innych idoli niż ja i to też jest różnica pokoleń. Ona śledzi na bieżąco to, co jest w modzie. Poza tym, jest tam, ma tam takie w pewnym sensie przyzwolenie, taką dużą swobodę. Nikt nikogo nie krytykuje, nie ocenia np. w metrze, że ma podarte rajstopy, zielone włosy i kolczyki wszędzie. U nas jeszcze, mam wrażenie, że mimo tego, że żyjemy w dużym mieście, że są jakieś takie zachowania wśród ludzi. Myślę, że to, że ona może tam studiować, daje jej zupełnie inną przestrzeń do realizacji swoich najbardziej szalonych pomysłów. Ale myślę, że często jest tak, że Ola mnie krytykuje, że chodzę ubrana jak na gym (śmiech). Ja tak naprawdę, na co dzień stawiam na wygodę, a Ola przede wszystkim na to, żeby wyglądać.

To znaczy, że odwiedzasz często swoją córkę w Londynie?

Nie wiem, czy to jest często, ale staram się ją odwiedzać. Na pewno wiąże się to z jakimiś zakupami. To, czego jej brakuje, to staram się jej to dosyłać z Polski. Cieszę się, że teraz przylatuję kilka dni wcześniej właśnie do niej i chcemy spędzić czas, wspólnie razem przed koncertem 18 marca. Później Ola ma dłuższą przerwę, dlatego wracamy razem do Polski, także będzie się działo.

Lubisz podróżować? Gdzie najchętniej wyjeżdżasz, by odpocząć?

Mówi się, że zodiakalne bliźniaki lubią podróżować. Ale nie wiem, czy to akurat w moim przypadku jest prawdą. Na pewno odpoczynek musi się wiązać z jakimś zwiedzaniem, zdobywaniem informacji, pokonywaniem siebie. Ten rodzaj wyjazdów, który mi najbardziej zapadł gdzieś dotychczas w pamięci, to wyprawa do Kolumbii. Z plecakiem, który ważył 12 kilogramów, tylko tyle, naprawdę, na ponad trzy tygodnie wybrałam się na wyprawę i przemierzałam amazońską dżunglę.  Próbowałam wielu różnych specyfików, byłam trochę tu, trochę tam, mieszkałam w bardzo trudnych warunkach. Potem okazywało się, że te trudne warunki wcale nie są trudne i człowiek bardzo szybko się przyzwyczaja. Nie przeszkadzało mi mieszkanie w jakichś kurnikach, nie w żadnych hotelach, bez bieżącej wody. To było dla mnie wyzwanie i powrót do czegoś takiego pierwotnego. Np. kontakt z Indianami z plemienia Kogi, którzy kompletnie nie mają kontaktu w ogóle jakby z naszym światem, z czasami elektroniki. Oni dbają o to, żeby nie zanieczyszczać naszej planety, dbają o Ziemię i matkę naturę.

Musiałaś wtedy sporo przeżyć. A co właściwie jest Twoją inspiracją w muzyce, którą tworzysz i w  tekstach, które piszesz?

Kiedyś inspirowało mnie to, że w jakiś sposób uciekałam od siebie, a teraz tak bardzo doceniam to, że nie boję się zajrzeć i otwierać kolejnych okienek w swoim życiu. Ja myślę, że każdy z nas jest po prostu takim małym kosmosem i w sobie mamy wszystkie odpowiedzi i należy się nad  tym zastanowić i odrzucić wszystko, co nas zatruwa. Myślę, że trzeba zajrzeć głęboko w siebie, nad czymś się bardzo skoncentrować i dać sobie to prawo powiedzenia o tym, wyrażenia tych uczuć, mieć więcej pokory. Oczywiście, to są takie rzeczy, o których tak łatwo się mówi. My żyjemy w świecie pełnym zasad, kłamstw, no i nie jesteśmy do końca sobą. Wydaje mi się, że odpowiedź na wszystkie nasze pytania, a nawet na to pytanie, to jest to, żeby nie bać się być sobą. Druga rzecz to jest taka, aby pracować nad sobą i starać się akceptować siebie, nie udawać kogoś innego i pozwalać sobie na to, żeby siebie kochać, Od tego zacząć. Mogłabym długo na ten temat mówić. Ale myślę, że akceptacja i poznawanie siebie, to jest taka droga, która mnie teraz tak naprawdę zainspirowała do rozpoczęcia prac nad płytą. Nie mam potrzeby jakby ucieczki od samej siebie, używając różnych specyfików, jeśli wiesz, co mam na myśli.

Tak mi się wydaje, że wiem... A w czym pomagają Ci te specyfiki?

Ja myślę, że przede wszystkim, że w ogóle – pewnego rodzaju  czystość spojrzenia na co dzień jest najlepszym lekarstwem, najlepszym rozwiązaniem na wszystko plus oczywiście nie chwaląc się, jakiś tam drobny sport. To jest dla mnie od kilku lat taka moja fascynacja. Każdy ruch, każde powitanie słońca poranne. Tylko się nie chce nic robić, bo wszystko Cię boli przecież rano... Sport jest tak naprawdę oknem na to lepsze samopoczucie. Także staram się ćwiczyć, staram się pływać, biegać. Uważam, że ruch, to, że człowiek stara się być fit, to jest podstawa do dobrego samopoczucia. Jest taką też inspiracją…

Miałaś różne okresy w swoim życiu, tak zwane etapy – te fajne, te mniej fajne. Zresztą, jak każdy z nas, raz było lepiej, raz gorzej. Czy myślisz, że przeszłaś jakąś przemianę wewnętrzną? Jesteś teraz szczęśliwa?

Ja bym nie zaryzykowała, mówiąc, że jestem szczęśliwa. Może to jest takim banałem, ale ja staram się cieszyć z drobnych rzeczy.  Staram się cieszyć z tego, że się dobrze czuję, bo był taki czas w moim życiu, że się naprawdę gorzej czułam. W związku z tym, każde kolejne doświadczenie w życiu, a także wiek, powodują, że doceniamy to, co mamy. Teraz mój tata gorzej się czuje, więc też każdą wolną chwilę staram się spełniać z nim i też myślę sobie o tym, że kurczę, ten czas tak szybko leci. Musimy o tym bardzo pamiętać, szczególnie w relacjach z rodziną, z bliskimi, bo czasem jest tak, że któregoś dnia mamy do siebie wyrzuty sumienia i mówimy, a szkoda, że nie zrobiłam czegoś tam wcześniej, bo teraz jest już na to za późno.

Jeśli teraz byłabyś w wieku swojej córki, to czy brałabyś pod uwagę emigrację? Np. na Wyspy Brytyjskie?

To jest trochę tak, że to dzieci w niektórych przypadkach realizują pragnienia rodziców. Nie ukrywam, że dla mnie to jest w ogóle jakiś kosmos, że ona tam jest i że ma takie życie. W ogóle dla takiego pokolenia mojego, dla nas wszystkich, jest to pewnym tam kosmosem. Nie chcę wyjść tutaj na osobę, która nie kocha swojego kraju, ale... (śmiech)... Wiadomo, że studia w Anglii, znajomość perfekcyjnie języka, otwierają zupełnie inne możliwości. Krótko mówiąc, bardzo się cieszę, że te możliwości będzie miała czy już ma moja córka.

Co myślisz o osobach, które uciekają z Polski? Jakby nie patrzeć, za granicami naszego kraju niektórym czasem jest łatwiej zrobić karierę, osiągnąć coś, jakiś sukces.

Ja myślę, że ludzie, którzy wyjeżdżają, robią to w jakimś celu. Jeżeli nie wracają, to znaczy, że to był dobry pomysł, albo że czego się tam podjęli to po prostu działa lepiej. Albo czasem wręcz są zmuszeni wyjechać, bo nasz system jest tak skonstruowany, że ma jakieś wady i wystarczyłoby  zastanowić się jakie to są wady i dlaczego Ci ludzie muszą wyjeżdżać za granice i szukać lepszych zarobków właśnie za granicą, a nie w Polsce. To jest skomplikowany temat. Krótko mówiąc – ja się nie dziwię ludziom, którzy chcą żyć lepiej czy mają lepsze warunki za granicą. Nie dziwię się w ogóle.

Czy jest jakieś miejsce, w którym jeszcze nie byłaś, a do którego chciałabyś się wybrać?

Jest mnóstwo takich miejsc. Na przykład chciałabym polecieć do Portugali, nie byłam tam nigdy. Chciałabym zobaczyć miasto Lizbonę. Chciałabym zabrać mojego syna na stadion w Madrycie – Santiago Bernabeu – tam, gdzie stawiał swoje słynne, najdroższe piłkarskie nogi Cristiano Ronaldo, jego idol. Jest naprawdę wiele rzeczy, które chciałabym zrobić, chciałabym móc znaleźć czas na to. Fajnie, że mam jeszcze takie marzenia, tylko trzeba mieć czas i taką determinację, żeby je spełnić. Podobno, póki człowiek ma marzenia, to ma po co żyć. Więc ja mam po co żyć.

Masz jakąś złotą radę dla młodych artystów?

Czy tu w ogóle można coś radzić? Jest tyle przypadków, szczęścia. Ale wydaje mi się, że pokora jest potrzebna w tym zawodzie. Dlatego, że widziałam wiele takich osób, które na początku dostały bardzo dużo, a po chwili miały już to zabrane, nie mogły się tym pogodzić. Myślę, że w tym zawodzie trzeba mieć bardzo dużo pokory i takiego dystansu do wszystkiego, co się wokół Ciebie dzieje. Łatwo się jest zachłysnąć sukcesem, a tego sukcesu później już nie móc osiągnąć. Trzeba być przygotowanym, że tak powiem i na tę ciemną stronę sukcesu i na tą jasną stronę sukcesu. I tu jest jakby pies pogrzebany, bo nikt nas na to nie przygotowuje, sami musimy przez to przejść.

Kasiu, a czego Ty sobie życzysz?

Ja życzę sobie i wszystkim po prostu przede wszystkim zdrowia. A za zdrowiem – odrobinę szczęścia. I żeby się nam wszystkim chciało chcieć. To już będzie naprawdę bardzo dużo.

Pięknie powiedziane, oczywiście ja również tego Ci życzę. Dziękuję Kasiu za rozmowę i do zobaczenia na koncercie

Nie ma za co, dziękuję również.

Dodaj komentarz

Komentarze (1)

  • ~Magdalena: Suuuuuuuuuper wywiad :)

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!