Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Euro poPiS

Fot. praszkiewicz / Shutterstock.com

Radosław Zapałowski, Dodano: 20.03.2017

Próba obalenia Donalda Tuska w Unii skończyła się dyplomatyczną kompromitacją polskiego rządu i obnażyła bezradność, infantylność oraz brak kompetencji w polityce międzynarodowej PiS. Konsekwencje mogą być poważne.

Wojna polsko-polska, czy też ściślej antagonizm między Jarosławem Kaczyńskim, a Donaldem Tuskiem, który napędza polską politykę od dekady, weszła na nowy, międzynarodowy poziom. To nie jest nic strasznego ani niespotykanego. W Strasburgu zdarzają się zażarte spory między partiami pochodzącymi z tego samego kraju. Francuska prawica atakuje francuskie centrum. Niemieccy Zieloni wytaczają retoryczne działa przeciw niemieckim chadekom. To jest normalny etap budowania europejskiej tożsamości. Poprzez debatę, polityczną walkę i dyferencje. Również wewnątrz krajów członkowskich. Z tą różnicą, że zazwyczaj są to ideowe spory, a nie jak w polskim przypadku – niezrozumiała dla szerszego grona – kłótnia w rodzinie, której podłoże ma wyraz ambicjonalny i osobisty. Dlatego też dyplomatyczna ofensywa polskiego rządu, który próbował uniemożliwić ponowny wybór Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej, spotkała się z niedowierzaniem, konsternacją i niezrozumieniem europejskich partnerów.

Polityczni komentatorzy, od Hiszpanii po Niemcy, nie mogli zrozumieć o co w całym polskim uporze wokół Tuska chodzi. Jarosław Kaczyński wciągnął całą Europę do swojej obsesyjnej polityki uprawianej na użytek wewnętrzny. Polityki irracjonalnej, przeciwskutecznej, często szkodliwej, a przede wszystkim infantylnej. Co zazwyczaj nie jest aż tak wyraźnie widoczne w kraju, ale na arenie międzynarodowej znacząco się odznacza. Jak strój sportowy, który na blokowisku nie budzi zdziwienia, ale na salonach gryzie w oczy.

Unia nie ukrywając zażenowania, zmuszona została do wzięcia udziału w tej niepoważnej, podwórkowej grze. Wszyscy w Brukseli, łącznie z premierem Węgier, w teorii sojusznikiem polskiego rządu Victorem Orbanem, robili, co tylko było można, żeby uniknąć upokarzającej dla Polski sytuacji, w której tylko jeden kraj będzie przeciwko nominacji Donalda Tuska na drugą kadencję: jego własny. Nie udało się, bo PiS wytoczył potężne działa i znacznie przeszarżował. Zamiast jak zazwyczaj w dyplomacji ucierać ciche kompromisy, mozolnie budować sojusze, nieoficjalnymi kanałami szukać wsparcia, a w wypadku niepowodzenia po cichu się wycofać zachowując twarz i fason, postawił na to, co przynosi mu sukces w kraju: wrzask, emocje, żenujące oskarżenia, bezzasadne zarzuty, teorie spiskowe.

Europa chyba po raz pierwszy miała okazję zobaczyć w całej okazałości polską kulturę polityczną w jej najgorszym wydaniu. Gorzej, że w sumie z błahej sprawy, która miała być jedynie formalnością – druga kadencja Tuska ani przez chwilę nie była zagrożona – mogą wyniknąć poważne konsekwencje. Polska jako kraj niepoważny, zachowujący się irracjonalnie i infantylnie będzie w Unii izolowany oraz ignorowany. A w czasach, kiedy Bruksela coraz poważniej zastanawia się nad swoją przyszłością, szuka nowej dynamiki po Brexicie, zaś scenariusz Unii dwóch prędkości staje się coraz bardziej realny, to dla Polski katastrofa.

Prezydent ciepłej wody

Zamieszanie, które w Europie wywołał PiS pokazało to, co wszyscy w kraju wiedzą: Jarosław Kaczyński nie rozumie polityki na szczeblu międzynarodowym, a PiS nie ma kadr ani kompetencji, żeby braki prezesa w tym zakresie jakoś zamortyzować. Próba zablokowania wyboru Donalda Tuska z góry skazana była na niepowodzenie. Po pierwsze dlatego, że europejscy socjaliści, którym jakaś funkcja, po objęciu funkcji szefa Parlamentu Europejskiego przez włoskiego chadeka Tajaniego, który zastąpił socjaldemokratę Schultza, należała się z parytetu politycznego, wynikającego z umowy koalicyjnej europejskich socjalistów z europejskimi chadekami, wolą Komisję Europejską – gdzie ma się faktyczną, a nie symboliczną władzę. A po drugie Tusk w roli „prezydenta” Unii, po kiepskim początku, po prostu się sprawdza.

Jeśli kilka lat temu powszechna była opinia, że Unia potrzebuje w pierwszej połowie XXI w. jakiegoś odpowiednika narracji, jaką w połowie XX w. stworzył Robert Schuman i która wystarczała do końca poprzedniego stulecia, ale się dziś wyczerpała, co najlepiej przedstawiłby jakiś charyzmatyczny lider, to dziś przeważa narracja, że Europa potrzebuje spokoju. Oddechu. Otoczona lodowatym morzem populizmu, który przyprawia o ciarki na plecach i wzbudza politycznie drżenie chce ciepłej wody w kranie. A Tusk, podobnie jak jego poprzednik na tym stanowisku – Herman van Rompuy – to zapewnia. Obaj zdefiniowali się jako politycy konsensusu. Tusk jak van Rompuy także łagodzi ostre stanowiska różnych członków UE, działa „polityką salonową” w celu zbliżenia antagonistów, stosuje soft power i zakulisowe rozmowy na wyższym i niższym szczeblu. Jest dyplomatą, a nie wizjonerem.

Nicolas Sarkozy – były premier Francji kilka lat temu apelował, że „Europa powinna szukać i wynaleźć swego George’a Washingtona”, będącego dziś symbolem scalenia „Unii Amerykańskiej”, której stany początkowo wcale nie paliły się do federacji. Wówczas nie było woli politycznej ani odpowiednich kandydatów. Dziś Unia ma za dużo na głowie (Brexit, uchodźcy, prawicowa kontrrewolucja), żeby szukać kogoś, kto mógłby owinąć projekt europejski w zgrabne słówka, hasła oraz marzenia i sprzedać ją Europejczykom.

Postawienie na charyzmatycznego lidera np. Janisa Warufakisa – byłego ministra finansów Grecji i najciekawszego chyba dziś europejskiego polityka młodego pokolenia wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem. Unia woli ewolucję od rewolucji, a dziś najważniejsze dla Brukseli jest utrzymanie jedności i powstrzymanie procesu dezintegracji. Tusk, który jeszcze w Polsce unikał zarówno nadmiernego przyspieszania, jak też hamowania zmian i skutecznie pełnił rolę gwaranta społecznego spokoju, ma odpowiednie cechy technokraty, żeby łagodzić europejskie turbulencje. Do tego jeszcze w ostatnich dwóch latach nabrał politycznej ogłady i pewności siebie. Na europejskich salonach czuje się swobodnie. Elastyczność, pragmatyzm, negocjacyjne talenty wywindowały go w światowej polityce. Po pierwszym oszołomieniu Donald Tusk „wyszedł z cienia” i stał się ważnym europejskim politykiem, cenionym za dyplomatyczną sprawność oraz zaangażowanie w unijne kryzysy i problemy. Dlatego jego pozycja ani przez chwilę nie była zagrożona. Tym bardziej dziwi brak logiki, pragmatyzmu i „realpolitik” polskiej dyplomacji, która zdecydowała się na potyczkę z Unią z góry skazaną na klęskę.

Polska na peryferiach

Najbardziej niepokojący jest fakt, że rząd Beaty Szydło zupełnie porzucił racjonalną, europejską politykę, a Polska wyszła na kraj małostkowy, pełen obsesji i wewnętrznych urazów. Niezrozumiałe w swojej zaciętości zachowanie rządu w sprawie Tuska jest najlepszą reklamą dla idei integracji Unii w ścisłym gronie chętnych, bez sprawiającego problemy polskiego balastu. Perspektywa Europy dwóch prędkości, w której Polska pozostanie na głębokich peryferiach, znacznie się przybliżyła. Robi się groźnie również z polonijnej perspektywy. Bo o ile z Londynu można na antydemokratyczne popisy PiSu w kraju patrzeć z rozbawieniem, bez obawy o konsekwencje, o tyle antyunijna retoryka, teraz potrzebna PiS na krajowym podwórku do amortyzacji brukselskiej klęski, może przenieść się na poziom rządowy i przesunąć gabinet Szydło na skrajne, eurowrogie pozycje. Czego konsekwencją może być „wygaszanie” Polski w Europie i drastyczny antyeuropejski zwrot. A w pobrexitowej Wielkiej Brytanii, w której status obywateli krajów Unii jest niepewny, lepiej dla nas, żeby głos Brukseli była jasny, stanowczy i solidarny. Nie wspominając o losie rodaków w kraju, jeśli spełniłyby się czarne scenariusze – Polska na europejskich peryferiach, a być może w ogóle poza Unią. Paradoksalnie cała nadzieja w znienawidzonym przez polską prawicę Tusku, który jako przewodniczący Rady Europejskiej, wyraźnie wspierany przez Europę Środkową i kraje bałtyckie, daje szansę na to, że drzwi do odnowionej Unii Europejskiej zostaną pozostaną w przyszłości dla nas uchylone.

Dodaj komentarz

Komentarze (2)

  • ~wujek53: co za debilny artykuł.Albo pożyteczny idiota ,albo Kodomita{co na jedno wychodzi} lub agent wpływu.
  • ~RapaNui: Radosław M Zapałowski"W przerwach między męczącymi czynnościami stomatologicznymi obserwuję na miejscu najnowszą polską polityczną dramę. I choć boli mnie od tego szczęka, to pękam ze śmiechu. PiS nie chce poprzeć Tuska w Unii co oburza liberałów, którzy uderzają w narodowe tony, bo Polak powinien popierać Polaka. Zajeżdża mi to szowinizmem i nacjonalizmem. Oraz hipokryzją. Jeśli na lewicy i w centrum lubimy określać siebie demokratami i europejczykami, to nie powinno mieć dla nas znaczenia pod jaką szerokością geograficzną urodził się prezydent wszystkich europejczyków. Ani czy został zapłodniony polską spermą i wyszedł z biało-czerwonej cipy. Ważne są jego lub jej kompetencje oraz polityczne talenty, a nie to czy wpierdala golonkę, śpiewa Mazurka i potrafi powiedzieć „soczewica koło miele młyn”. Ważniejsze jednak, że antytuskowa postawa Kaczyńskiego jest proeuropejska. Bo kręcąc nosem na Donalda prezes zwiększa szanse wyboru na stołek prezydenta socjaliście. I dobrze, bo lepiej żeby Unią rządziła lewica zamiast chadeków. Będąc przeciwko Tuskowi Kaczyński opowiada się za czerwoną UE. Jako internacjonalista i lewak nie mogę takiej polityki nie popierać. Brawo prezesie!" ... biedny Radeczku nadawałbyś się na analityka ale "polityki" co najwyżej rdzennych "mieszkańców" Wyspy Wielkanocnej ... twoje drastyczne obawy o losy Polski na pewno były by tam wzięte pod uwagę przez tamtejszych "twardogłowych"!... wiesz, rozumiem ,że domeną lewaków jest bezmyślne uleganie swoim perswazjom i chwalenie się nimi wśród otoczenia ale czy warto robić z siebie klauna medialnego mniemając ,że to jest coś oryginalnego?... pozdrawiam choć bardziej współczuję...

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!