Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Mury hańby

Fot. John Moore/Getty Images

Radosław Zapałowski, Dodano: 14.02.2017

Mury mają znaczenie symboliczne. Są demonstracją siły. Mają odstraszać i chronić. Ludzkość stawia je od 5 tys. lat z nadzieją, że zapewnią bezpieczeństwo i odseparują od barbarzyńców. Bezskutecznie.

Zaledwie tydzień po zaprzysiężeniu na prezydenta Stanów Zjednoczonych Donald Trump wydał dekret o postawieniu muru na granicy z Meksykiem i zakazał wjazdu na teren USA obywatelom siedmiu państw islamskich. Tak jak zapowiadał w kampanii, rozpoczyna proces izolowania USA i zamykania granic. Gettoizacja świata postępuje. W skali mikro i makro. Rosną płoty oddzielające „lepsze” osiedla od „gorszych”, powstają zasieki, mające odseparować jedne kraje od drugich. Po euforii lat 90., upadku muru berlińskiego, otwierania granic i optymizmie wielokulturowości, świat się zamyka. Próbujemy powrócić do odizolowanych społeczności rządząch się własnymi prawami, niechętnych ludziom z zewnątrz. Izrael odgradza się murem od Palestyńczyków. Węgrzy chcą budować mur na granicy z Serbią. Ukraina planuje wzmocniony zasiekami mur długości dwóch tysięcy kilometrów na granicy z Rosją. Tunezja zaczęła już budowę muru na granicy z Libią. Wielka Brytania marzy o „wielkim murze w Calais” i symbolicznie oraz politycznie odgradza się od Europy. Po euforycznej erze multi-kulti, przychodzi czas miksofobii. Różnorodność typów ludzkich drażni i budzi niepokój. Strach prze obcym stał się społecznym spoiwem zachodnich społeczeństw. Prowincjonalizm miesza się z szowinizmem. Nacjonalizm z egotyzmem. Wznoszące się mury symbolizują nową epokę. Odzwierciedlają tendencje antyliberalne. Są wyrazem społecznego pesymizmu i politycznej bezradności. Nie mogąc rozwiązać problemów i napięć, które wytworzyła globalizacja, próbujemy się od nich odseparować, budując twierdze. Mentalne i fizyczne. Prawdziwe i wyimaginowane. Z metalu i symboli. Bo gettoizacja to głównie stan umysłu. Niebezpieczny. Historia pokazuje, że mury kreują wrogów. Są w końcu symbolicznym wykluczeniem. A wykluczenie rzadko jest rozwiązaniem dyplomatycznym. Ludzie zawsze mieli do wyboru – dialog, współpracę, wojnę lub mury. To ostatnie nadal cieszy się popularnością, o czym świadczy ok. 18 tys. km murów w różnych częściach świata. Mury, jak pisze Astrid Nun z Uniwersytetu w Würzburgu w książce „Mauern als Grenzen” (Mury jako granice), materializują granice polityczne, mentalne, kulturowe i ekonomiczne. W tej kwestii niewiele się zmieniło od tysięcy lat.

Pierwsze płoty

Najstarsze mury powstały na Bliskim Wschodzie. Otaczały osady i miasta, by chronić ich mieszkańców. Głównie przed koczownikami i nomadami, którzy dla bogatych rolników stanowili największe zagrożenie. Ale koczownicy nie napadali na miasta. Ich trzody niszczyły pielęgnowane pola. Dlatego zaczęto je ograniczać wałami i kanałami, które utrudniały zwierzętom wtargnięcie. Pierwsze mury graniczne bardziej przypominały takie właśnie płoty niż fortyfikacje. Najstarszy znany z tekstów mur graniczny był mały.Ten ciągnący się od rzeki Dijala aż po Babilon mur zwany amoryckim (ok. 300 km) kazał wznieść pod koniec III tys. p.n.e. król sumeryjski Szulgi. Nie powstrzymał on jednak Amorytów ani nie zapobiegł upadkowi Sumeru. Mniej więcej w tym samym czasie w Syrii stanął podobny mur, który miał stać się przeszkodą dla migrujących pasterzy. Szeroka na metr kamienna zapora ciągnęła się od Gebel Ubajsan w Syrii aż do północnego Antylibanu (220 km). Nie miała bram ani wież, a jej budowę nakazał władca któregoś z zamożnych miast syryjskich. Podobnie było w Turcji z murem kapadockim, który w VIII w. p.n.e. zbudowali Asyryjczycy. Jego niewielkie rozmiary zdają się wykluczać funkcję militarną i jak twierdzą badacze, najprawdopodobniej miał znaczenie ideologiczne i wyznaczał strefę wpływów imperium. Militarne przeznaczenia miały dopiero zasieki w północno-wschodnim Iranie. Mur Gorgański zaczyna się przy Morzu Kaspijskim i odbija na wschód, kończąc się 195 km dalej, w górach. Obliczono, że przy tym ceglanym murze granicznym, sięgającym w niektórych miejscach trzech metrów, mogło stacjonować nawet 35 tys. perskich żołnierzy. Ten najpotężniejszy mur starożytnego Bliskiego Wschodu był demonstracją siły – miał odstraszać i chronić Persję przed atakami nomadów z północy.

Cywilizacyjna twierdza

Mistrzami fortyfikacji byli Rzymianie, którzy umacniali swoje granice jak nikt inny wcześniej. Grecy też budowali mury, ale miały one jedynie doraźnie chronić, a nie być stałą barierą dla barbarzyńców. Limes był pomysłem rzymskim. Po śmierci Oktawiana Augusta granice imperium wyznaczały rzeki, morza i góry, ale ok. 7 tys. km granic przebiegało lądem – z nich tylko 1 tys. km umocniono. Najbardziej przebadane i znane są te postawione w Europie, chociaż Rzym stawiał też zasieki w prowincjach azjatyckich i afrykańskich. Wszystkie miały jednak to samo znaczenie i spełniały identyczną rolę. To były zapory rozdzielające dwa światy: dzikie Barbaricum i Imperium Romanum ze swoim prawem, kulturą i Pax Romana. Cywilizację od barbarii. Oświecenie od dzikości. Strzeżony limes miał regulować i kanalizować napływ barbarzyńców i zapewniać spokój mieszkańcom okolic. Liczące 550 km umocnienia budowało 250 tys. żołnierzy przez ok. 150 lat. Wzdłuż nich stanęło 900 wież i 60 fortów, w których stacjonowało po 500 legionistów. Najbardziej imponujący był Wał Hadriana, który zbudowano w 122 r. w Anglii, by chronić skolonizowane przez Rzym ziemie przed atakami tubylców z północy. 120-kilometrowy kamienny mur miał 4 m wysokości i 3 m szerokości. Po jego północnej stronie był rów, a po południowej wał i droga. Posterunki rozmieszczono co milę, pomiędzy nimi stały jeszcze po dwie wieże. Nie spełnił jednak swojej roli. Na granicy z Germanią Rzymianie zaczęli opuszczać swoje posterunki w połowie III w. Stało się jasne, że najtrwalsze nawet mury sprawdzają się tylko wtedy, gdy Rzym jest silny, a jego granic pilnują tysiące żołnierzy.

Chińska gigantomania

Do dziś najbardziej imponuje Wielki Mur Chiński, symbol chwały i siły Państwa Środka. Choć mimo mitów nie ciągnie się bez przerwy na długości 7 tys. km, nie ma w całości ponad 2 tys. lat i nie widać go gołym okiem z kosmosu, to i tak robi wrażenie. Ta największa dzisiejsza atrakcja turystyczna Chin jest plątaniną wałów i murów z różnych materiałów i epok. Zaczęło się w VIII w. p.n.e., gdy władca królestwa Chu usypał wał na granicy z sąsiednim księstwem. Potem w Epoce Walczących Królestw budowano kolejne zapory między państewkami. Dopiero Pierwszy Cesarz Chin – Qin Shi Huangdi rozpoczął budowę muru z gliny, kamieni i drewna, który miał wyznaczać granice zjednoczonego przez niego cesarstwa i zamknąć je przed koczownikami z północy, głównie Hunami. Przez dziesiątki lat 800 tys. żołnierzy i przymusowych robotników budowało umocnienia, które razem miały ponoć 5 tys. km. W czasach dobrobytu i prosperity mur popadał w zapomnienie, a potem znów wznoszono wieże, sypano wały, układano cegły i kamienie. Gigantyczne inwestycje z fortami i bramami nie powstrzymały jednak Mongołów, którzy osadzili na chińskim tronie swoją dynastię. Podobnie jak Mandżurowie. Bo Wielki Mur Chiński, tak jak wcześniejsze umocnienia Rzymian i dzisiejsze zasieki, raczej wskazywał granicę cywilizacji, niż chronił. Był linią demarkacyjną, oddzielającą osiadłych chińskich rolników i pełnego chaosu świata biednych pasterzy. Problem z murami polega na tym, że są drogie i na dłuższą metę nieskuteczne. Tak jak i twierdze, forty i bunkry. Strategicznie i militarnie żaden mur od dawna nie znaczy już nic. Mur berliński z wojskowego punktu widzenia był od początku tragiczną farsą. Nie dla celów militarnych został jednak zbudowany. Służyć miał tylko temu, żeby nie pozwolić jednym zachłysnąć się wolnością i dobrobytem drugich. Pokazać raz na zawsze „gorszym” ludziom, gdzie jest ich miejsce. Dlatego też nazwano, jakże słusznie, mur berliński murem hańby. Dzisiaj, ćwierć wieku po upadku tego symbolu, wznosimy nowe zasieki. Nowe mury hańby.

Zasieki ofensywne

Skoro zasieki, fortyfikacje, mury, płoty nie działają, dlaczego wciąż z uporem je stawiamy? Naruszając ład i porządek, kruchy pokój po koszmarze dwóch wojen światowych, znów wznosimy zasieki, które dziś są głównie jawną demonstracją uprzedzeń wobec emigrantów i stają się centralnym punktem polityki zagranicznej oraz procedur bezpieczeństwa. To nie tylko Trump, który bez przerwy ląduje na pierwszych stronach gazet i skupia na sobie uwagę świata. Zamyka się Dania. W Holandii politycznie rośnie Wilders. We Francji Marine Le Pen. W Wielkiej Brytanii po referendum o 46 proc. wzrosła liczba ataków na tle rasowym. Islamofobia zagnieździła się w głównym nurcie. Antyemigracyjna retoryka już nie jest domeną skrajnie prawicowych, niszowych partii oraz ich zwolenników. Zaniepokojenie „niekontrolowaną migracją” wyrażają dziś również liberałowie i ludzie lewicy. Fanatyczny nacjonalizm miesza się z obawą o miejsca pracy i jakość życia. Rasizm i bigoteria z protekcjonalizmem. Następuje fortyfikacja narodowych tożsamości poprzez wykluczanie ze wspólnoty. Mury mają oddzielić „cywilizację” od barbarii. Jak pięć tysięcy lat temu. Upadek muru berlińskiego stał się symbolem końca świata zamkniętego i podzielonego. Wizja wielokulturowości, polegającej na zgodnej współegzystencji kultur, przegrała z rzeczywistością, akceptacja dla przybyszów ustąpiła jawnej niechęci, a przez to mury oddzielające państwa lub sporne terytoria stają się coraz częstszym elementem polityki władz. To nie przypadek ani masowe szaleństwo, tylko efekt globalizacji oraz błędnej polityki ekonomicznej ostatnich trzech dekad. Bo antyemigrancka panika, która napędza stawianie murów, choć różni się nieco w poszczególnych krajach, ma wspólne podłoże. Jeden z jej elementów to proces prekaryzacji statusu ekonomiczno-społecznego rdzennych mieszkańców krajów europejskich czy Stanów Zjednoczonych. Globalizacja, która miała wynieść wszystkie łódki do góry, doprowadziła do destrukcji klasy średniej i stworzyła kategorię white trash, białych śmieci, zbywateli – ludzi zbędnych. Gorszy jest tylko los pozbawionego swojego państwa imigranta, biały zbywatel wobec niego czuje przynajmniej, że jest u siebie: „Żeby Francuzi i Francuzki mogli na dobre i złe poczuć się przynajmniej chez soi, migrantom należy powtarzać, że mają szczęście, że żyją, i utrzymywać ich w tym przekonaniu” – pisze Zygmunt Bauman w książce „Obcy u naszych drzwi”. Razem z mechanizmem wytwarzania różnicy, statusu podrzędności Obcego potrzebnego do tego, by samemu zachować poczucie własnego statusu, idzie antropologiczny mechanizm „kosmicznego strachu”. To pierwotne uczucie strachu przed otaczającym przerażającym kosmosem zostało z czasem przekształcone w instytucjonalne zarządzanie strachem przez instytucje religijne. Dziś z kolei głównym nurtem nowoczesnej polityki stała się polityka strachu, kryjąca się we wspomnianym „wszyscy terroryści to imigranci”. Wmontowanie problemu imigracji w logikę dyskursu strachu i bezpieczeństwa prowadzi do adiaforyzacji – imigranci jako zagrożenie przestają być ludźmi, stają się źródłem zagrożenia, a działanie wobec niego zwolnione jest z oceny moralnej, bo liczy się techniczna skuteczność. Boimy się obcego, tak jak nasi przodkowie. Takie mamy psychologiczne rysy. Dziś do pierwotnych lęków dochodzi jeszcze niepewność wzmacniania przez współczesny kapitalizm i ekonomiczną nierównowagę. Niby chodzi o poczucie bezpieczeństwa, mimo że, jak pokazują wszelkie badania i historyczne doświadczenia, gwarancje jakie dają płoty są złudne, zaś strach jako społeczne spoiwo nie sprawdza się najlepiej. Są groźne. Bo jak zauważyli Brytyjscy naukowcy Rowland Atkinson i Oliver Smith, którzy badali zamknięte osiedla w Stanach Zjednoczonych, płoty zwiększają ryzyko napaści na osoby z zewnątrz. Te bowiem wydają się wysłannikami niebezpiecznego świata, od którego uciekają lepiej sytuowani. To przenosi się także na poziom państwowy. Silne kraje, które się grodzą, częściej atakują te słabsze, których podobno się obawiają. I w tym kontekście mury nie tyle są przejawem strachu i lęku, co symbolem siły oraz potęgi. Segregując świat na lepsze i gorsze części, Zachód przyznaje sobie moralne prawo do militarnych interwencji. Akcji uprzedzających. Mury i zasieki nie są wcale działaniem defensywnym. To postawa ofensywna. Grodzenie się świata może zwiastować okres wojen.

Dodaj komentarz

Komentarze (1)

  • ~hens: Można się obejść bez murów. Międlara na lotnisku zatrzymano ręcznie i odesłano z powrotem. Bo coś tam i już. Aha, bo on mówi. Gdyby nie mówił, to by go wpuszczono. Może tylko słuchać.

Ogłoszenia

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!