Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Nikodem Dyzma w Białym Domu

Fot. PAP/EPA / Jim Lo Scalzo

Wiktor Moszczyński, Dodano: 13.02.2017

Obawiam się, że nie wszyscy obecni londyńscy czytelnicy, wychowani na tych Wyspach, znają historię zawrotnej politycznej kariery Nikodema Dyzmy, bezrobotnego urzędnika pocztowego z prowincji w czasach międzywojennych, który na skutek przypadku, a potem na podstawie swojej ignorancji i zuchwałego chamstwa, robi sobie zawrotną karierę w świecie biznesu, staje się prezesem banku, a na koniec dostaje nominację na premiera Polski.

Otoczenie polityczne owego czasu, zarówno damskie jak i męskie, reagowało pozytywnie na jego akcje przemocy, brutalność słownictwa i ckliwe, sentymentalne hasła, kamuflujące cynizm i obłudę. Na szczęście to postać fikcyjna. Ta kreatura polityczna była wymysłem bujnej wyobraźni powieściopisarza Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, który barwnie opisywał metody rządzenia ówczesnej sanacyjnej elity politycznej.

Niestety postać obecnie obejmująca Biały Dom nie jest fikcyjna. Donald Trump jest autentycznym, cynicznym biznesmenem, a nie urojonym jak Dyzma, który prowadząc kampanię kłamstw, oszczerstw i obelg wobec swoich przeciwników i na podstawie tanich haseł, grających na frustracjach i strachu klas robotniczych, przeważnie białych, dorwał się w wyborach na szczyt kariery politycznej. Bez poprzedniego udziału w procesie politycznym swojego kraju. Cel jego kampanii był dwustronny. Po pierwsze, chce obniżyć podatki dla swoich kumpli milionerów i miliarderów, pod zasłoną obniżenia ich dla wszystkich. Sam daje wzór, bo z dumą przyznaje, że podatku nie płaci od wielu lat. A na drugim miejscu chce zaspokoić swój apetyt megalomana, do znęcania się nad słabszymi i do przyjemności „ubicia interesu”.

Jego książka „Sztuka ubicia interesu” jest jego odpowiednikiem „Mein Kampf”.

A pozostałe kontrowersyjne aspekty jego programu wyborczego oparte są na płytkich, barwnych opiniach o życiu i polityce, pochodzących od środowiska budowlańców, zatrudnianych przez jego ojca, a z którymi obcował jako młodzieniec. Świetnie odczuwał ich nastroje i frustracje życiem, ich szowinistyczne podejście do kobiet i do kultury, ich obawy, że imigranci zabiorą im pracę za niższe stawki, ich pogardę dla tolerancyjnych poglądów elit liberalnych i innych „pięknoduchów”. Z tej filozoficznej studni wyłoniły się te upiory, które obecnie tworzą główne elementy jego programu wyborczego, który ma zamiar wprowadzić w życie już w pierwszych tygodniach swojego urzędowania.

A więc co inicjuje? Zaniechanie programów zapobiegających zmianom klimatycznym; nieograniczony program wydobycia kontrowersyjnego gazu łupkowego; zachowanie w pełni prawa do posiadania broni; zamrożenie państwowych wydatków na kulturę; zohydzenie pojęcia politycznej poprawności; budowę „pięknego” muru na meksykańskiej granicy; nałożenie wysokiego cła na import z Chin i Meksyku; opodatkowanie produktów amerykańskich koncernów wykonanych tańszą siłą roboczą za granicą; anulowanie systemu taniego ubezpieczenia zdrowia dla biedniejszych i bezrobotnych, tzw. Obamacare; zniesienie umów międzynarodowych wolnego bezcłowego handlu.

Ponadto chce wprowadzić masowe projekty unowocześnienia infrastruktury drogowej i przemysłowej, które mogą przekroczyć 1 bln dolarów, ale które, przy ogólnym skurczeniu dochodu z podatków, będą osiągalne tylko przez masowe zadłużenie państwa. Zapowiedział też zwiększenie budżetu amerykańskich sił zbrojnych, upowszechnienie parad wojskowych i rychłego zniszczenia kalifatu.

Każda z tych inicjatyw, która byłaby typowym marzeniem przeciętnego robotnika siedzącego w barze z kuflem piwa w ręku, ma wzmocnić jego popularność wśród swoich plebejskich wyborców, szczególnie, kiedy przypieczętował je w swoim aroganckim przemówieniu inauguracyjnym, pod szyldem „America First”.

Niestety, pozytywne skutki tej polityki będą tylko krótkotrwałe. Zwalczanie globalizacji gospodarczej przez wprowadzenie systemów celnych w końcu obróci się przeciw Ameryce, gdy wzrost handlu międzynarodowego spowolni, inne kraje narzucą cła na towary amerykańskie, a wysokie koszty manufaktury na rynku wewnętrznym doprowadzą do zawrotnej inflacji. Ponadto, każda niewyparzona wypowiedź Trumpa na Twitterze grozi wywołaniem następnej z kolei awantury, czasem tylko w sprawach błahych, a czasem na szerokiej arenie międzynarodowej.

Przy tym Trump zapowiada jeszcze bardziej kontrowersyjną politykę zagraniczną. W przypadku Izraela Trump jest pod znacznym wpływem swojego zięcia, Jareda Kushnera, który inwestował w agresywny program rozbudowy nowych osiedli na terenach zamieszkałych od wieków przez Palestyńczyków. Trump dał już Izraelowi zielone światło w sprawie budowy tych osiedli i zapowiada przeniesienie ambasady amerykańskiej z Telawiwu do Jerozolimy. Odsuwa się też od uznania w przyszłości państwa palestyńskiego. Oczywiście rząd Netanyahu przyjął te wiadomości z radością i ogłosił budowę 566 nowych mieszkań w palestyńskiej Wschodniej Jerozolimie. W rozmowie telefonicznej z Trumpem nakłaniał go do wsparcia interwencji Izraela w Syrii i do odwołania traktatu z Iranem w sprawie ograniczeń w rozwoju energii nuklearnej. Ten kierunek prowadzi amerykańską politykę na Bliskim Wschodzie w ślepy zaułek, który jeszcze bardziej roznieci nienawiść muzułmanów do Ameryki i wzmocni poparcie dla radykalnych islamistów, właśnie tych, których Trump zapowiedział, że zniszczy. Odwołanie umowy z Iranem sprowokuje z kolei ten kraj do zainwestowania w autentyczną islamistyczną broń nuklearną, która będzie zagrożeniem przede wszystkim właśnie dla Izraela.

W wypadku Chin, Trump wyraźnie szuka zaczepki, zagrażając wprowadzeniem cła w wysokości 34 proc. na eksport chiński i otwierając dialog bezpośredni z Taiwanem, który Chiny Ludowe wciąż traktują jako część integralną Chin. Jego inicjatywy utrudnią negocjacje z Chinami, tym bardziej że światowy wzrost gospodarczy polega przede wszystkim na ożywieniu gospodarki chińskiej, a pozatem Chiny są jedynym państwem, mającym wpływ na Koreę Północną, która z każdym dniem staje się jeszcze bardziej niebezpieczna. W tym zakresie pokojowe stosunki chińsko-amerykańskie powinny być priorytetem. Widocznie uważa, że tak w międzynarodowej dyplomacji „ubija się interes”.

Jeszcze więcej kontrowersji wzbudza podejście prezydenta Trumpa do Rosji Putina. Mimo zbrodniczej polityki Rosji wobec Syrii i Ukrainy, i mimo wtrącania się rosyjskich hackerów w tok wyborów amerykańskich, Trump szuka porozumenia z Putinem, ofiarując mu zniesienie sankcji finansowych w zamian za wspólną redukcję w zbrojeniach. Czy dlatego wyraził się pogardliwie o „przestarzałym” pakcie połnocnoatlantyckim? Ta niezdrowa miłość do Putina nie tylko zagraża wiarygodności wsparcia Ameryki dla NATO, ale również ma swój wpływ na stosunek Trumpa do Unii Europejskiej, którą Putin chce koniecznie zniszczyć. Trump widocznie ma podobny cel. Jednoznacznie pochwalił Brexit, panią May zaprosił do Waszyngtonu jako pierwszego gościa zagranicznego po objęciu prezydentury, a siebie samego zaprosił na golfa do pałacu królewskiego. Zapowiedział, że Wielka Brytania będzie tylko jednym z pierwszych krajów, które opuszczą Unię. To tak, jakby wypowiadał wojnę również całej Europie. Przez swoje anty-europejskie i pro-rosyjskie wypowiedzi pobudza również do życia anty-unijne faszyzujące szakale z Francji, Niemiec, Holandii, Austrii czy Włoch, które zebrały się w sobotę w Koblencji, aby zapowiedzieć rozkład 60 lat stałej i pokojowej integracji europejskiej.

Jeżeli głosy rozsądku na zapanują wreszcie w gabinecie Trumpa, to nie jest wykluczone, że Putin wykorzysta niejasność polityki wobec Unii i NATO, i wywoła prowokacyjną interwencję Rosji na Bałkanach czy w krajach bałtyckich, która ostatecznie może rozłożyć cały powojenny system bezpieczeństwa dla Europy, oparty na ochronnym parasolu Ameryki. Niestety większość zapowiedzianych ministrów Trumpa, czekających na zatwierdzenie przez Kongres, wspiera jego pro-rosyjski kierunek. A więc skutkiem obecnych planów Trumpa może być albo zbrojny konflikt, albo, szybciej, nowa Jałta dla Europy. Nic dziwnego, że prawicowy rosyjski filozof Aleksandr Dugin zapowiada, że przy współpracy z Trumpem, Putin osiągnie wszystko, co będzie chciał w Europie. „Nie musimy nawet potrząsać drzewem” powiedział, „bo owoce same nam spadną”.

Chamstwo i ignorancja panoszy się w Białym Domu, samo-obłuda prezydenta pozwala mu kłamać namiętnie, a na każde najdrobniejsze słowo krytyki ze strony amerykańskich mediów reaguje jak raniony lew. Wyśmiewa masowe wielomilionowe ruchy protestestacyjne kobiet w Ameryce i w około 160 różnych miast na całym wolnym świecie i nie słucha porad od ludzi spoza jego najbliższego otoczenia. Dyzma przynajmiej w końcu zrozumiał swoje niedoskonałości i z premierostwa wycofał się. Ale to było w świecie fikcji. W prawdziwym świecie amerykański Dyzma nie ma zamiaru wycofywać się z czegokolwiek. Noc zapada już nad wolnym światem.

Dodaj komentarz

Ogłoszenia

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!