Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Dzieci polskie po Brexicie

Wiktor Moszczyński, Dodano: 10.08.2016

Wyobrażam sobie, jak pewnego dnia na piątej stronie poczytnej gazety angielskiej pojawia się duże ogłoszenie ze zdjęciem naszych uśmiechniętych pociech z którejś z polskich szkół sobotnich, a nad nimi wielki napis głoszący „Mrs May, don’t make them your bargaining chips – these children deserve a secure future!” (czyli „Pani Premier, nie rób z nich swoich żetonów do przetargu – tym dzieciom należy się bezpieczna przyszłość!”).

Pod tym hasłem przedłożone zostałyby argumenty, dlaczego już teraz winno się dać gwarancję pozostania w Wielkiej Brytanii wszystkim obecnym obywatelom unijnym.  Czy stać nasze organizacje na taki wydatek? Myślę że przy pomocy licznych polskich przedsiębiorstw, chyba tak. A może byśmy mogli tu wystąpić z innymi organizacjami pochodzącymi z krajów unijnich, jak np. Institut Francais czy Goethe Institut. Czy Zjednoczenie Polskie byłoby w stanie to przeprowadzić? 

Efekt byłby dramatyczny. Wyobrażam sobie, że tylko przy takiej kombinacji logicznej perswazji i wyrafinowanej emocji będzie można przekonać obecny rząd brytyjski, aby dopełnił przyrzeczenia rzeczników „Leave”, że wszyscy obywatele unijni będą bezpieczni. Wiadomo, że jest to zgodne z obecną opinią publiczną, gdzie 84% społeczeństwa jest za tym, aby obywatele unijni mogli zostać, w tym 77% tych, którzy głosowali za „Leave”. Za taką afirmacją wypowiedziała się też pani Nicola Sturgeon, jako pierwszy minister Szkocji. Zgodne jest to też z wynikiem debaty parlamentarnej z dnia 6 lipca, kiedy 245 posłów głosowało za wnioskiem posła Andy'ego Burnhama, że „rząd JKM zatwierdzi prawo dla unijnych obywateli obecnie żyjących w UK do pozostania”. Wniosek poparł bardzo elokwentnie Boris Johnson, mający już wówczas ambicję pozostania premierem, a który obecnie został mianowany ministrem spraw zagranicznych. Tylko dwóch posłów sprzeciwiło się temu wnioskowi, ale przedstawiciel rządu, James Brokenshire, zastępujący ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Theresę May, wstrzymał się od głosowania. Tłumaczył się, że chciałby zabezpieczyć prawo Brytyjczyków w innych krajach europejskich, aby również mieli gwarancję co do swojej przyszłości i dlatego rząd brytyjski nie może podpisać się przedwcześnie pod taką gwarancją w tym kraju. Wyraził też obawy, że po takim przyrzeczeniu wzrośnie ilość nowo przyjezdnych migrantów poszukujących pracy.   

Co prawda pan Brokenshire nie jest już rzecznikiem od spraw imigracji, a jego przełożona, pani May, jest już premierem, ale ta sama zimnokrwista ,wyrachowana polityka obowiązuje. Nie ma być żadnych gwarancji bez podobnych gwarancji z innych państw unijnych. Będzie to częścią wielkiej spirali wymagań i ustępstw, które przez następne parę lat staną się głównym przedmiotem pracy rządu i jej urzędników, ale które do znudzenia zamęczą brytyjskich wyborców. Dlatego uważam, że trzeba kuć żelazo póki jest gorące, wykorzystać obecną popularność tej sprawy i domagać się gwarancji już teraz od razu dla naszych rodaków.  

Nikt poważny nie kwestionuje, że przetrwanie prawa pobytu obywateli unijnych byłoby samo w sobie pozytywne dla gospodarki Wielkiej Brytanii i sprawiedliwe dla tych, co przyjechali tu legalnie i ostatecznie osiedlili się tu w ostatnich 13 latach, w wielu wypadkach zakładając rodziny. Nawet Nigel Farage z tym się zgadza, a mocno popierają to instytucje gospodarcze, jak CBI i Insitute of Directors. Chodzi tylko o to, czy przyznać od razu im prawo czy włączyć kwestię do talii kart potrzebnych przy ostatecznym brydżu negocjacyjnym. Serce każdego Brytyjczyka mówi, że powinno być im przyznane to prawo, ale tzw. pragmatyzm rządowy ociąga się. Myślę jadnak, że nawet w tym swoim pseudo-logicznym rozumowaniu rząd jest w błędzie.

Po pierwsze, wszelki zwiększony najazd (tzw. surge) obywateli unijnych po terminie referendum z myślą o uzyskaniu ewentualnego stałego pobytu, zostałby automatycznie ograniczony, gdyby rząd brytyjski teraz ogłosił, że taka gwarancja pobytu dotyczyłaby tylko osoby, które przebywały i pracowałyby tu legalnie w czasie lub przed terminem 23 czerwca br. Odwlekanie takiego oświadczenia utrudniałoby uzgodnienie daty, od której nie obowiązywałoby takie gwarancje.

Po drugie, w sprawie pobytu wszelkich obywateli unijnych, zarówno w Europie jak i w Anglii, któraś strona musi podjąć pierwszy krok. Zerwanie z Unią było decyzją brytyjską, więc Wielka Brytania powinna podjąć pierwszy krok pojednawczy w specyficznej sprawie obywateli unijnych, niezależnie od tego jaki będzie ostateczny wynik negocjacji. Powinni liczyć się z tym, że reakcja negocjatorów unijnych do pewnego stopnia jest uzależniona od nastrojów panujących wśród decydentów europejskich. A tu akurat znaki są dobre. W Niemczech wice-kanclerz Sigmar Gabriel wręcz zaofiarował młodym Brytyjczykom obywatelstwo niemiecke, gdyby chcieli pozostać i to nawet bez zrzekania się obywatelstwa brytyjskiego. W rozmowie z Theresą May, przezydent Hollande, na ogół dość pesymistycznie nastawiony do negocjacji, od razu oświadczył, że sprawa stałego pobytu Brytyjczyków we Francji powinna być zatwierdzona od ręki, na tej samej zasadzie co Francuzów na Wyspach. A więc ze strony europejskiej nic nie sugeruje, że byłyby samowolnie podjęte kroki do wyrzucenia Brytyjczyków, chyba że sami Brytyjczycy będą traktować obywateli unijnych jako zakładników.

Pozatem jest i trzeci powód. Jak wiemy, po decyzji wyjścia z Unii nagle ujawniła się nienawiść do cudzoziemców wśród pewnych części społeczeństwa brytyjskiego, które dotychczas były zakamuflowane. Znamy już sprawy graffiti na oknach POSK-u i podpalenia przybudówki domu polskiego w Plymouth. Wiemy, że różni Polacy z wyraźnym akcentem zaznają przykrości jeżdząc w autobusach czy obsługując trudnych klientów w sklepach. Nie tylko Polacy oczywiście, również Rumuni, Włosi. Dotyczy to nawet osób z ciemniejszą pigmentacją skóry, nawet jeżeli są tu urodzeni i mówią czystym akcentem tubylców. Sprawcy tych ataków, często ludzie zakompleksieni, teraz czują się upełnomocnieni przez wynik referendum do wyrażania swoich uprzedzeń wobec cudzoziemców i mniejszości narodowych i do nawoływania obcych do powrotu do swojego kraju. Oczywiście rząd to potępia. Lecz najefektowniejszym sposobem do wstrzymania takich ataków byłaby wczesna deklaracja rządu, że osoby przebywające tu legalnie będą miały prawo pozostać. Wtedy groźby prześladowców okazałaby się bezpodstawne.

Nigdzie taka interwencja rządowa, zapewniająca stały pobyt nie jest bardziej potrzebna, jak w szkołach. Do 23 czerwca dzieci polskie, i inne pochodzące z krajów unijnych, czuły się bezpieczne co do swojej przyszłości. Decyzja o Brexicie zachwiała ich światem. Kiedy uświadomieni przez rodziców, że coś strasznego stało się tej nocy, przyszli do szkoły zrozpaczeni i przerażeni co do swojej przyszłości. Nagle odczuwają niechęć ze strony dotychczasowych kolegów i koleżanek. Nauczyciele boją się poruszyć te sprawy otwarcie w klasie, bo wyszłaby na jaw ta ksenofobia, przed którą polityczna poprawność dotychczas ich chroniła.

Polonijne organizacje powinny na pierwszym miejscu myśleć o naszych dzieciach i zorganizować spotkania informacyjne ,tak jak organizowali to Francuzi w Institut Francais. Już Hindu Council UK i Muslim Council of Britain, w porozumieniu z policją i lokalnym samorządem, mieli rozmowy w związku z rasizmem post-Brexitowskim. Na takie zebrania nalega z chęcią pomocy biuro Burmistrza Londynu. Winne być zorganizowane listy do posłów i próby spotkania z Home Office.

21 października ma być przedyskutowany prywatny projekt ustawy posła Toma Brake'a, domagający aby obecni obywatele unijni w UK mogli tu pozostać na pełnych prawach. Uważam że polonia powinna te możliwości ogarnąć i doprowadzić do zebrania funduszy razem z innymi mniejszościami, aby pozwolić sobie na takie ogłoszenie, które musiałoby się ukazać na tydzień przed wnioskiem posła. Musimy tę sprawę wygrać teraz, bo należy się naszym dzieciom bezpieczna przyszłość.

Dodaj komentarz

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!