Cooltura

PRL24

On Air: Teraz gramy:

Maximus

Bunt lordów

Fot. Dan Kitwood / WPA Pool / Getty Images

Radosław Zapałowski, Dodano: 16.11.2015

Polityka cięć George’a Osborne’a uderza w tradycyjną bazę wyborczą Partii Konserwatywnej. I budzi coraz większe obawy oraz sprzeciw.

Kiedy my żyliśmy wyborami w Polsce, w Wielkiej Brytanii trwał mały konstytucyjny kryzys i duża polityczna gorączka. Izba Lordów – izba wyższa dwuizbowego brytyjskiego parlamentu – zablokowała przegłosowaną przez parlament propozycję budżetową. Pierwszy raz od stu lat. W zgodzie ze swoimi uprawnieniami, ale wbrew praktyce i tradycji. Kanclerz George Osborne był pewny, że jego plany wprowadzenia cięć w Tax Credit, które miały dać budżetowi ponad cztery miliardy funtów oszczędności, będą jak zwykle formalnością. Izba Lordów, korzystając jednak ze swoich okrojonych uprawnień, opóźniła te zmiany o trzy lata. Przy akompaniamencie rozgorączkowanej debaty, oskarżeń o łamanie procedur demokratycznych i zarzutów o braku odpowiedzialności. Polityczne emocje sięgnęły zenitu. Cięcia budżetowe i polityka „austerity”, będące osią i fundamentem programu rządzących Torysów, znów znalazły się w centrum uwagi opinii publicznej. Co oznacza, że okres wakacji i spokoju w polityce brytyjskiej, ostatecznie i nieodwołalnie dobiegł końca. Brytyjscy parlamentarzyści wracają do poważnych, zasadniczych spraw, a dla rządu rozpoczyna się długa i męcząca batalia z własnym zapleczem partyjnym, lordami, prasą i bazą wyborczą. Bo w kwestii polityki cięć Osborne doszedł już do ściany. Kanclerz, żeby osiągnąć wyznaczone sobie cele, musi uderzyć w grupy społeczne, które jak dotąd nie odczuły skutków jego fiskalnej agendy. Głównie w elektorat Torysów. A to oznacza polityczny ból głowy dla Davida Camerona, bo grozi spektakularną erozją społecznego poparcia oraz buntem we własnych szeregach. Porażka w Izbie Lordów mogła być dla premiera i kanclerza szansą na wycofanie się z najbardziej drastycznych założeń polityki cięć. Furtką do odwrotu od „austerity”. Zamiast tego, rząd wobec lordów wytoczył ciężkie, retoryczne działa i obiecuje reformę izby wyższej parlamentu. Tak, aby ją jeszcze bardziej politycznie osłabić. Co oznacza, że Cameron i Osborne są zdeterminowani, żeby politykę cięć prowadzić bez względu na polityczne i społeczne koszty.

Arystokracja głosem ludu

Nie ulega wątpliwości, że w kwestii głosowania w sprawie Tax Credit Izba Lordów niemal do maksimum rozciągnęła swoje kompetencje. Jej uprawnienia sprowadzają się do opiniowania ustaw Izby Gmin. I ewentualnego, tymczasowego blokowania wchodzenia ich w życie, za to bez prawa veta ostatecznego. Izba wyższa brytyjskiego parlamentu, w przeciwieństwie np. do polskiego Senatu, nie jest wybierana w demokratycznych wyborach. Członkowie Izby zasiadają w niej z nadania i dożywotnio. W politycznej historii Wielkiej Brytanii Izba Lordów była postrzegana jako bariera przeciwko społeczeństwu. Konserwatywna tama, która hamuje progres i demokratyzację kraju. Głos arystokratów, zagłuszający wolę ludu. Dziś w zasadzie pełni rolę politycznej dekoracji. Jest czymś w rodzaju antycznego, starego mebla, który nie pasuje do współczesnego, modernistycznego wnętrza, ale nikt nie ma odwagi go wyrzucić. Bo stoi w kącie od zawsze i pachnie tradycją. Jak monarchia i brytyjski system wyborczy jest afrontem wobec demokracji, jej idei, zasad i pryncypiów. I nawet kiedy (jak w przypadku głosowania w sprawie Tax Credit) bierze stronę zwykłych ludzi, zarzuty o łamaniu standardów i politycznej praktyki są uzasadnione. Bo niezależnie od oceny propozycji rządowych, kiedy pozbawiana mandatu społecznego grupa odrzuca akty prawne przyjęte przez demokratycznie wybraną większość, każdemu demokracie powinna zapalić się czerwona lampka. Zwłaszcza, że od 1999 roku, kiedy to Tony Blair przeprowadził reformę Izby Lordów, jej członkowie systematycznie testują granice swoich uprawnień w kwestii ustaw finansowych (money bill), które przez byłego premiera zostały mocno ograniczone. Nawet w poprzedniej kadencji parlamentu, kiedy to obie Izby zdominowane były przez Torysów, lordowie próbowali ograniczyć zapędy Camerona w sprawach cięć na pomoc międzynarodową i zasiłków. Bezskutecznie, ale ciągła polityczna presja izby wyższej na Izbę Gmin stała się na Wyspach codziennością. I jeśli będzie się nasilać, może faktycznie w przyszłości doprowadzić do konstytucyjnego kryzysu i politycznego impasu oraz stać się destrukcyjną siłą, paraliżującą działania rządu. Bez względu na to, czy Izba Lordów stoi po słusznej bądź niesłusznej stronie sporu, jej bunt powinien budzić obawy nie tylko kanclerza i premiera.

Cięcia, które zabolą

Bunt Izby Lordów dla George’a Osborne’a był zaskoczeniem. Mimo, że wszelkie znaki zwiastowały zbliżającą się rewoltę. Najpierw „The Sun”, tabloid, który od początku rządów Partii Konserwatywnej wspierał Torysów w polityce „austerity”, zmienił front. Z okładki największego brukowca na Wyspach spoglądała twarz zdesperowanej samotnej matki, która krzyczała do rządzących, na których wcześniej głosowała: „wstydźcie się!”. Potem konsekwencje planów kanclerza zostały podjęte przez posłów Partii Konserwatywnej. I postawiły na szali ich lojalność wobec wyborców i partii. To musiało prędzej czy później nastąpić. Cięcia kanclerza idą tak szeroko i tak głęboko, że zabolą sympatyków konserwatystów. Osłona, którą cieszyli się w ostatniej pięciolatce znika. Zapoczątkowana w 2010 roku polityka, jak dotąd skupiała się na pracownikach sektora publicznego, bezrobotnych i biednych. Grup, które albo głosują na lewicę albo nie głosują wcale. Atak Torysów na politycznie i społecznie wykluczonych, spajał się z wizją i poglądami zadowolonych. Rządowi udało się narzucić narrację „skivers vs strivers”, czyli podział na darmozjadów (skivers), wyzyskiwaczy pomocy społecznej, nielegalnie i niemoralnie czerpiących profity z ciężkiej pracy uczciwych ludzi. Pracusiów (striversów). Antagonizowanie grup społecznych i kanalizowanie społecznych frustracji wobec beneficjentów państwa dobrobytu, wykreowało społecznie szkodliwy, politycznie nieodpowiedzialny i kulturowo niebezpieczny toksyczny podział na lepszych i gorszych obywateli. Pożytecznych członków społeczeństwa i darmozjadów. Ale z politycznego punktu widzenia działało.

Ta narracja pozwoliła Torysom ciąć wydatki bez społecznego oporu, dała wygraną w majowych wyborach, a brytyjskiemu społeczeństwu złudne poczucie socjalnego bezpieczeństwa i względnego dobrobytu w czasach kryzysu. Teraz jednak cięcia w Tax Credit najbardziej uderzą w rodziny z klasy robotniczej, dla których państwowe subsydia do wypłat pozwalają utrzymać się na powierzchni. Wydaje się polityczną głupotą, żeby dla oszczędności wartych raptem 0.5 proc. wydatków publicznych antagonizować grupę społeczną, która jest wyborczą bazą dla Torysów, ale George Osborne nie ma już innych opcji. Obiecał cięcia w wysokości jedenastu miliardów funtów do 2020 roku, a jak pokazują wyliczenia The Institute for Fiscal Studies (IFS) – ekonomicznego Think Tanku, nie da się tego osiągnąć bez uderzenia w miliony Brytyjczyków. Według IFS, dokładnie trzynaście milionów mieszkańców Wielkiej Brytanii odczuje cięcia na własnej skórze. Dla kanclerza to jednak gra warta świeczki. Co oznacza, że rewolta lordów nie jest aberracją – chwilowym odchyleniem od normy, lecz zwiastunem cyklicznych politycznych buntów i wstrząsów. Polityka oszczędności, która dotyka coraz więcej osób, będzie główną areną sporu na Wyspach, i może zdecydować o wyborczej porażce Partii Konserwatywnej. Osborne i Cameron grają va banque.

 

Dodaj komentarz

Wybrane oferty

Jak słuchać radia PRL?

Radio
Przełącz się na cyfrowy system DAB. Po uruchomieniu radia poszukaj nas pod nazwą Polish Radio London, bądź na kanale 11B.

W domu
Jeśli masz platformę N podłączoną do internetu to też możesz słuchać radia PRL. Szukaj nas w stacjach regionalnych.

Internet
Ciesz się najlepszą muzyką na Wyspach Brytyjskich. Kliknij przycisk LISTEN LIVE i słuchaj radia w kilku jakościach.

W telefonie
Ściągnij darmową appkę na twojego smartphon’a i słuchaj nas gdziekolwiek jesteś. Appkę możesz ściągnąć tutaj:

App Store Google Play Windows Store

Napisz do nas!